Wyobraź sobie, że spotykasz się w grupie kilku matek. Jedna z nich pyta „czego ostatnio nauczyły się wasze dzieci?”. Ty odpowiadasz „no, mój Jasio to już mówi całkiem sporo słów, zaczyna się uczyć literek i rozpoznawać kolory”. Na to odzywa się jedna z matek „o nie, jak mi przykro, jak wy to robicie, że wasze dzieci tyle już umieją, moje to tylko rzuca”. Hmm, no wiesz, jakby Ci to powiedzieć… Moje też rzuca. I wrzeszczy. I ostatnio ma regres snu, więc ucieka z sypialni przy usypianiu. I późno nauczyło się chodzić. I nie kuma rzucania piłki. I wiesz co? To jest spoko. Bo to jest człowiek.

Jeśli pytasz o dobre, to spodziewaj się dobrego

Przede wszystkim, jeśli ktoś zapyta „czego nauczyło się twoje dziecko”, to nie możesz spodziewać się odwrotnej odpowiedzi. Nikt zapytany o umiejętności dziecka nie odpowiada „a moje dziecko to jeszcze nie umie a, b i c”.

Opowiadanie o umiejętnościach ≠ chwalenie się

Czy jeśli zapytana odpowiem, że moje dziecko umie już jeździć na rowerku biegowym albo rysować kółka, to to jest chełpienie się? Po pierwsze, najzwyczajniej w świecie odpowiadam na pytanie. Po drugie, nie mam do końca wpływu na umiejętności mojego dziecka. Ja na przykład jestem dosyć sprawna ruchowo i bardzo starałam się zachęcać Antka do osiągania kolejnych motorycznych kamieni milowych, ale nie zrobię tego za niego. Z kolei językowy talent (mój największy, poza intrapersonalnym) ewidentnie odziedziczył po mnie i mając 1,5 roku interesuje się literkami, sam z siebie. Padłam trupem jak usłyszałam, że rodzice na siłę uczą swoje dzieci literek. Czyli jak dziecko paca paluchem literkę, pyta „co to”, ja mu odpowiadam, ono powtarza, a później podążamy za tym i np. kupujemy mu magnesy z literkami na lodówkę, to jest zmuszanie? Chciałabym być tak zmuszana do nauki. 😉

zróżnicowany rozwój dzieci
Jak widać, stoję nad moim dzieckiem z batem, żeby nauczyło się literek. 😛 Oczywiście widać też, że świetnie dopasowuje kolory. 😉 Widzicie tu dwie rzeczy – ja, matka, zachęcam do segregowania kolorów, przyklejając karteczki w kolorach literek, a dziecko ma to gdzieś. No i spoko. A druga rzecz: dziecko zaczęło paluchem pokazywać literki w książeczkach i na naszym napisie na ścianie, więc kupiliśmy mu magnesy, żeby wspierać to zainteresowanie. Wspierać – nie zmuszać. Na zdjęciu okładkowym widać też, że „c” jest nieźle pożarte. Także ten, to akurat oceńcie sobie po okładce. 😉

Opowiadanie o umiejętnościach ≠ porównywanie dzieci

Czy jeśli te matki, o których pisałam na początku tekstu, wymienią umiejętności swoich dzieci, to to jest pożywka do porównywania się? No cóż, to już zależy od Ciebie. Możesz potraktować to jako inspirację albo ciekawą obserwację, jak różnie rozwijają się dzieci. Prawdopodobnie każde dziecko będzie naturalnie ukierunkowane w inną stronę. Jedno będzie tańczyć w rytm muzyki, inne biegać, inne mówić, inne bardzo precyzyjnie manipulować małymi przedmiotami. Tak jak i my, dorośli, mamy swoje predyspozycje i niechętnie wychodzimy poza to, co lubimy robić, bo ktoś nam każe coś poćwiczyć.

zróżnicowany rozwój dzieci

Możesz też wybrać ścieżkę porównywania i użalać się nad sobą, że Twoje dziecko nie jest tak uzdolnione. Albo że nie masz tyle czasu, który mogłabyś mu poświęcić. Coś Ci wobec tego powiem. Zasoby też mamy różne. Mamy, które zostają w domu, mają więcej czasu (ale często mniej pieniędzy) niż te, które pracują. Jesteśmy też mniej lub bardziej energiczne, mamy mniej lub więcej dzieci. Jesteśmy mniej lub bardziej kreatywne, słabsze lub lepsze w wyszukiwaniu zabaw, nasze dzieci są mniej lub bardziej wymagające. I tak dalej. Każdy jest odpowiedzialny za swoje emocje. O ile naprawdę jestem dość empatyczna, to nie dam sobie wmówić, że jestem odpowiedzialna za czyjeś. Że komuś przykro, bo moje dziecko coś umie. Nie dlatego, że powiedziałam „słaba z ciebie matka”, tylko dlatego, że powiedziałam „moje dziecko umie to” bez odnoszenia się do kogokolwiek. No bez jaj.

Odwal się od swojego dziecka

[Kiedyś moja przyjaciółka z podstawówki mówiła do mnie „odwal się od siebie”, gdy czepiałam się tego, jak wyglądam. Nasze drogi się rozeszły, ale to zdanie zapadło mi w pamięć, bo jest po prostu adekwatne. Przywalamy się do siebie i do swoich dzieci, że nie jesteśmy idealni. No nie jesteśmy. Nikt nie jest.]

Ostatnio przeczytałam, że dzieci zwykle dzielą się na wczesno-chodzące i wczesno-mówiące. Nie znalazłam żadnych konkretnych danych na ten temat, ale sama mam podobne obserwacje z placu zabaw. Antek może ledwo tam sobie człapie i dopiero nauczył się włazić sam do piaskownicy, ale potrafi opisać każdą zabawkę, która się tam znajduje. Natomiast dzieci śmigające po tych wszystkich zjeżdżalniach – nawet starsze – nie mają zbyt dużego zasobu słów. Coś w tym musi być. Dla mnie to tylko kolejny dowód, że dzieci rozwijają się zróżnicowanie i należy się od nich odwalić. 😉

Masz prawo być dumna ze swojego dziecka

Masz prawo być dumna z czego sobie życzysz. Jeśli ktoś próbuje zgasić Twoją radość z Twoich lub Twojego dziecka osiągnięć, to mu się po prostu nie daj. Zawsze komuś będzie przykro, że nie ma czegoś, co masz Ty. Przypomniała mi się pewna dyskusja o publicznym karmieniu piersią, w której jedna z osób powiedziała, że matkom, którym nie udało się karmić piersią, jest przykro na to patrzeć. Aha, A kobietom, które straciły ciążę lub nie mogą w nią zajść jest trudno patrzeć na matki z dziećmi na ulicy w ogóle. Ludziom biednym na bogatych. A ja urodziłam przez cc a marzyłam o porodzie naturalnym i też mi przykro. Mam to powtarzać wszystkim kobietom, które opowiadają o swoich pięknych porodach sn? Po co?

Matka też człowiek

I porównuje. Nie ma czasu. Pracuje. I próbuje wyszarpać tę chwilę dla siebie. Raz uda się serial, raz joga, raz kąpiel. Czasem po trzech miesiącach usiądzie do napisania wpisu na blogu i już się z tym pogodziła, że nie ma siły… Chociaż ciągle ma dużo do powiedzenia. Nie jesteśmy robotami. Może więc po prostu cieszmy się czasem ze swoim dzieckiem, a nad swoją tendencją do porównywania się z innymi pracujmy. Rodzicielstwo wbrew pozorom jest pracą głównie nad sobą, a nie nad dzieckiem. Dziecko uczy się głównie przez obserwację. Choć nie wyeliminujemy wszystkich swoich ułomności i pozostaje nam mieć nadzieję, że ono jakoś cudownie ich po nas nie „odziedziczy”, to warto się starać, żeby dawać mu przykład. Chcę przez to powiedzieć, że nie możemy od dzieci wymagać więcej niż od siebie. A jednocześnie mamy prawo pokazać dziecku swoje człowieczeństwo i to, że nie jesteśmy idealne. Bo to jest w porządku.

I dziecko też

Nawet jeśli poświęcasz swojemu dziecku masę czasu i uwagi, to ono nie będzie rozwijało się tak, jak Ty chcesz. Jeśli ma fazę na koparki i traktory, to nie będzie chciało się od nich odrywać na rzecz owadów, literek, sorterów czy czegokolwiek innego, bo Ty tak chcesz. Oczywiście, że rolą rodzica jest zaproponować zabawę, ale jeśli ta zabawa dziecku nie odpowiada, to jaki sens je zmuszać? Nie bardzo rozumiem.

Dziecko może też mieć gorszy dzień albo czas (tak jak wspominany na początku regres snu, który faktycznie teraz przechodzimy, czy ząbkowanie). Może je coś boleć. Może mieć jakiś tam swój weltschmerz czy inne chgw. 😉 Każdy z nas to ma. Czasem warto zatrzymać się i pomyśleć, że to taki mały człowiek, który jeszcze nie ma tylu doświadczeń, co my, nie potrafi jeszcze myśleć racjonalnie i jeszcze nie panuje nad swoimi emocjami. Mocno wierzę w to, że jeśli damy tym dzieciom spokój i uszanujemy prawa, jakimi rządzi się ich wiek, to rozkwitną piękniej niż moglibyśmy przypuszczać.

Czy zakończenie tego tekstu jest potrzebne? Nie wiem. Myślę, że to temat do rozważenia i do otwartej dyskusji, więc chyba zostawię ten tekst takim, jakim jest. Kochajmy siebie takie, jakimi jesteśmy i kochajmy swoje dzieci takimi, jakie są.

Obserwuj mnie na Facebooku, Instagramie i Bloglovin. 🙂

Co jeszcze może Cię zainteresować:

  1. 19 rzeczy, których nauczyło mnie bycie mamą niemowlaka
  2. Droga mamo wymagającego dziecka
  3. Czy wszystkie jesteśmy „madkami”, czyli klasyka konfliktu wartości
  4. Jak sprawić, by ktoś poczuł się gorszy w 5 sekund (tego NIE rób!)
  5. Jeśli musisz z kimś konkurować – konkuruj ze sobą | 52 Tygodnie Pozytywności