Jakiś czas po urodzeniu Antosia blog stał się dla mnie miejscem, w którym muszę wszystko napisać i dopiero wtedy będę mogła pójść dalej. Tak po prostu potraktowałam go terapeutycznie, ale też w nadziei, że to coś zmieni – także w podejściu do rodziców wymagających dzieci oraz tych dzieci. Jednak nie czułam, że każdy tekst musi nieść za sobą jakąś praktyczną pomoc. To wszystko sprawiło, że nie ma co się oszukiwać – ja się zmieniam, więc i blog się zmienia.

Trudno nie zauważyć, że tym sposobem bloga zdominowało macierzyństwo. Z byciem eko niewiele to ma wspólnego (chociaż staram się jak mogę), z pozytywnym nastawieniem też nie zawsze (chociaż nie poddaję się i wciąż wierzę w to, że kolejne miesiące będą łatwiejsze – i są! Przysięgam, że są!).

Jeśli chodzi o blogerów eko, to macie co czytać u najlepszych: Ograniczam Się, Na Nowo Śmieci, Green Projects czy Organiczni. Bardzo polecam 🙂

No więc co ja tu wyprawiam? No właśnie. To teraz jestem ja – mama.

Moje nowe ja

Ostatnio zwróciłam uwagę, że na instagramie wybuchła wielka dyskusja na temat identyfikacji kobiet i tego, czy to, że taka identyfikacja jako główna, to jest coś, co zostało nam wmówione przez patriarchalne społeczeństwo, czy może wynika z czegoś z głębi nas. Głosy były podzielone. Mój jest taki – nic złego nie ma w żadnej identyfikacji. Nie ma nic złego w kolejności – mama, żona, pielęgniarka. Ani w takiej: businesswoman, Polka, mama. Czy też: narzeczona, freelancerka, kociara. W ogóle w żadnej identyfikacji nie ma nic złego. Każda (i każdy!) z nas ma prawo identyfikować się z czym chce.

Podobno mężczyźni nie mówią o sobie: jestem przede wszystkim tatą. Jak znam mojego Męża, to on jednak tak powie. Chyba że jest jakimś wyjątkiem. Ale też nie rozumiem takiego podejścia, że to jest godne podziwu i słodkie (i jakie tam jeszcze chcecie), a identyfikacja kobiety jako mamy jest w jakiś sposób uwłaczająca. Nie wydaje się Wam to nieco absurdalne?

zmiany

Narodziny matki

Moje życie zdominowane jest przez dziecko, więc blog też. No bo o czym innym pisać, jeśli nie o tym, czego teraz rzeczywiście doświadczam? Tworzyć posty na siłę w tematyce, która nie jest dla mnie już tak atrakcyjna, jak była jeszcze 2 lata temu? Nie jestem już tą samą osobą. Mam wrażenie, że poprzedniego sylwestra narodził się w naszej rodzinie nie jeden nowy człowiek, lecz dwoje. Dziecko, ale i mama. Antek nie zmienił mojego postrzegania świata w ogólności, nie zmienił moich poglądów. Ale zmienił moje podejście do wielu spraw, o czym pisałam jakiś czas temu. Przestało mi zależeć na zadowalaniu innych ludzi (chociaż do tego przyczynili się też i ludzie, to był dość długi proces) i zaspokajaniu ich potrzeb. Teraz na pierwszym miejscu są potrzeby mojego synka, na drugim moje, a potem długo nic, bo na więcej zwyczajnie nie mam siły. 😉

Jak słusznie zauważyła moja koleżanka, gdy wspomniałam jej o zmianie profilu bloga na parentingowy – warto nazwać rzeczy po imieniu. Więc nazywam.

Bo dla mnie macierzyństwo to po prostu zupełnie inny poziom świadomości.

A whole different level.

A tutaj garść linków, które zaliczam już do zdecydowanie parentingowych:

  1. Laktoterror? A może jest dokładnie odwrotnie? + ważne linki dot. kp
  2. Nawarzyłaś sobie piwa z tym całym noszeniem, to je teraz wypij!
  3. Jak macierzyństwo uczyniło mnie buddystką
  4. 15 rzeczy, które chciałabym wiedzieć o karmieniu piersią, zanim zaczęłam karmić
  5. 19 rzeczy, których nauczyło mnie bycie mamą niemowlaka