Czy wakacje z hajnidem mają w ogóle sens? Odpowiedź jest prosta. Tak, ale… 🙂 Najprościej będzie, jeśli opowiem Wam, jak to u nas było i jakie wyciągnęliśmy wnioski. Pamiętajcie też, że każde dziecko jest inne i z Waszym może być łatwiej (w trudniej trudno mi uwierzyć), mogą działać inne rozwiązania. My w tym roku ze względu na epidemię, zrezygnowaliśmy z zagranicznego wyjazdu, który miał być pierwszym wyjazdem zagranicznym Antka. Zaliczka przepadnie, trudno. Zamiast tego wybraliśmy kilka krótkich pobytów u rodziny i jeden wypad nad morze (z noclegiem także w znajomym domu). 🙂 W tym tekście o wyjazdach do dziadków nie będzie, bo to zupełnie inna para kaloszy. Będzie o tym głównie turystycznym. Chociaż w sumie trochę i rodzinnym. 😉

Przepis na udane wakacje z hajnidem 😉

Podróż

Jak było:

Nasz wyjazd był zorganizowany trochę na szybko, ale w miarę udało się nam ogarnąć pociąg. Wybraliśmy pendolino (EICP), który do Gdańska jedzie z Warszawy 3h i ma przedziały rodzinne – 4 osoby, więc nawet już w opcji 2+1 jest fajnie, bo mała szansa, że ktoś się dosiądzie. W stronę Gdańska jechaliśmy tylko we trójkę, ale w drodze powrotnej mieliśmy współpasażera (to było w niedzielę). Współpasażer trochę się zawstydził naszym kp, ale chyba przeżył tę podróż bez szwanku. 😉 Zasady są takie, że do tego przedziału uprawnienia mają dzieci do 6 r.ż. plus 2 (chyba) opiekunów i kobiety w ciąży. Natomiast ok. pół h przed odjazdem te miejsca są sprzedawane już wszystkim.

wakacje z hajnidem

Antek trochę się pointeresował, trochę pooglądał świat za oknem, trochę spał, trochę marudził, trochę cycał, jadł i pił, trochę łaziliśmy po korytarzu. Dało się przeżyć. Następnym razem też na pewno wybierzemy pociąg, bo nasz samochód nie ma klimy i na pewno ta podróż latem byłaby mniej wygodna. Plusem jest też koszt takiej podróży z dzieckiem, bo ono do 4 r.ż. podróżuje pociągiem za free, więc również benzyna ostatecznie wyszłaby drożej.

Wniosek:

Pociąg EICP jest spoko. Przedział rodzinny jest jeszcze bardziej spoko, ale trzeba zaplanować wyjazd i kupić bilety ze sporym wyprzedzeniem, b) najlepiej zaplanować podróż (także powrotną) na środek tygodnia, gdy jedzie mniej ludzi i raczej nikt się nie dosiądzie, szczególnie teraz w dobie epidemii.

Plany

Jak było:

Nie dość, że Antek krzyżował nam plany dość skutecznie, to również pogoda dołożyła swoje trzy grosze. No nie udało nam się trafić na taką, żeby w razie czego po prostu sobie poplażować. Umówmy się, plaża to jest wielka piaskownica i w dodatku z dostępem do wody. Hajnidy też tam przepadają i nie marudzą przez cały pobyt. No chyba że trzeba wyjść. I taki dzień mieliśmy w sobotę. Spacer w okolicy bloku, jakiś las, polanka, a po drzemce ugotowaliśmy sami obiad i pojechaliśmy z naszymi gospodarzami na plażing. To był chyba najbardziej udany dzień.

wakacje z hajnidem

Niestety między środą a piątkiem pogoda nie dopisała, więc próbowaliśmy innych atrakcji. „Gdynia? Co tam statki, koniecznie muszę podbiec do krawędzi, bo tam są takie fajne meduzy. Nie mógłbym tam sobie wskoczyć?” „Zoo? Po co mi to. No nawet fajna ta surykatka, mama, ale chodźmy już stąd, bo będę marudził całą drogę.” Nie wiem, o co tu chodziło, bo w Warszawie w zoo był zainteresowany, Cóż… Wakacje z hajnidem. 😉 Strzelam, że po prostu w Warszawie i podróż była krótsza, i dziecko nie takie zmęczone, bo rano, a w Gdańsku po południu. Prawda jest taka, że dla Antka najlepsza była zabawa w domu z ciocią, zabawa na placu zabaw pod domem i zabawa w kąciku dla dzieci w kawiarni „Kawa i Zabawa” w Brzeźnie. Polecam, swoją drogą, dobra kawa była. 😉

wakacje z hajnidem

Wniosek:

Nie planuj zbyt wiele – elastyczność kluczem do sukcesu. Jak tak sobie teraz o tym myślę, to nie zaplanowaliśmy tego wyjazdu realistycznie, ale to też jest jakaś nauka.

Jedzenie

Jak było:

Tuż po przyjeździe, poszliśmy do House of Seitan i… byłam podwójnie rozczarowana. Specjalnie wysiedliśmy na Wrzeszczu, żeby wybrać się do wegezagłębia na Wajdeloty. No i niestety, młody w ogóle nie chciał siedzieć. Nie chciał też jeść, a ja specjalnie zamówiłam coś, co wydawało mi się, że on też zje, chociaż miałam ochotę na coś innego… Nie róbcie tego. Jak już zamawiacie, to zamówcie pod siebie. W efekcie w pośpiechu zjadłam średnie danie i podjadałam mężowego „schaboszczaka” 😛 a później już tylko spacerowałam z dzieciem po ulicach, gdy z kolei małż w pośpiechu dojadał to, co mu zostawiłam. Nie zraziliśmy się, pomyśleliśmy, a może jest zmęczony po podróży. Kolejny dzień, Falla, uwielbiam. I co zrobiłam? Dałam dziecku właśnie tę oliwkę, która była zanurzona w najostrzejszym hummusie… No nie przepada młody za ostrym. Więc sobie biegaliśmy dalej, pod ostrzałem spojrzeń w stylu „co to za matka z tej baby”, „wychowała!” itd. Trzeciego dnia, nauczeni doświadczeniem, wzięliśmy sobie na wynos jedzenie w „Syto” w Gdyni. Polecam, btw. No, i z tego trochę dziecko zjadło, a my zjedliśmy idąc. Czwartego dnia, zamówiliśmy do domu pizzę, a piątego ugotowaliśmy obiad sami i ta opcja była najlepsza.

Wniosek:

Żeby mieć udane wakacje z hajnidem, najlepiej w ogóle nie jedz w knajpach, jeśli to bardzo ruchliwy typ. 😉 Sprawdź, co można zamówić. A zamiast hotelowego pokoju lepiej wybierz znajomych lub rodzinę, którzy Cię ugoszczą albo wynajmij mieszkanie na te kilka dni. Nie wyobrażam sobie z młodym w tym roku 3 posiłków w hotelowej restauracji, więc w sumie dobrze, że z wyjazdem za granicę nie wypaliło.

Komunikacja miejska

Jak było:

To jest ten minus podróży pociągiem: samochodu nie ma też na miejscu. Jasne, można wynająć, ale z drugiej strony wtedy tworzą się problemy z parkowaniem. Można niby też wziąć taksówkę, ale po pierwsze drogo, po drugie trudno o fotelik, w sumie nie wiadomo jaki to fotelik i w ogóle trzeba ją zamówić pół h wcześniej. Mieliśmy wszędzie dość daleko, więc trochę te podróże trwały. Próbowaliśmy Antka zabawiać na wszystkie sposoby. Książeczki i zagadki CzuCzu całkiem dawały radę. Ale ostatecznie i tak kończyło się na puszczeniu mu bajki, bo inaczej po prostu by wrzeszczał i próbował się wyswobodzić z wózka. Trochę mamy teraz za swoje, bo zabiera nam telefony i krzyczy na zmianę „traktor”, „koparka” i „siempaka” (śmieciarka). Nie wiem, czy tak szybko dziecko może się uzależnić od bajki. W każdym razie w domu nie ma takiej potrzeby, żeby leciała bajka, więc na razie sprawa została ucięta.

Wniosek:

Zaopatrz się we wszystko. Picie, jedzenie, książeczki, jakieś karty z zagadkami, spróbuj wziąć na kolana i pokazywać, co jest za oknem. A kiedy wszystko zawiedzie puść znalezioną i sprawdzoną wcześniej bajkę i się nie biczuj.

Wniosek ogólny: Czy da się spędzić miło wakacje z hajnidem?

Da się. Trzeba tylko uzbroić się w ogromną dozę cierpliwości i elastyczności. I liczyć, że pogoda dopisze. A na wszelki wypadek mieć zawczasu listę różnych sal zabaw dla dzieci, gdyby jednak nie dopisała. A przede wszystkim, zapomnieć o sposobie wakacjowania, jaki się miało przed dzieckiem. Kilka tekstów o naszych przedantkowych wyjazdach podlinkuję poniżej. Coś czuję, że jeszcze trochę nam zajmie, powrót do takich intensywnych wyjazdów, mimo tego, że nosidło ogarnięte… W każdym razie, powodzenia! 🙂

Obserwuj mnie na Facebooku, Instagramie i Bloglovin. 🙂

Co jeszcze może Cię zainteresować:

  1. 19 rzeczy, których nauczyło mnie bycie mamą niemowlaka
  2. Droga mamo wymagającego dziecka
  3. Jak tanio podróżować po Polsce?
  4. Zaplanuj podróż | 52 Tygodnie Pozytywności