Przejdź do treści

Feminizm kończy się tam, gdzie zaczyna się… karmienie piersią

Taki feminizm, to nie jest mój feminizm. W końcu odważyłam się napisać o tym, co mnie uwiera już od dłuższego czasu. Teraz już tylko uwiera i przykro mi ze względu na przyszłe mamy i mamy małych niemowlaków, którym tak bardzo potrzeba wsparcia. Wcześniej się we mnie po prostu gotowało. Podejrzewam, że wpłynęły na to hormony z takiego bardzo wczesnego macierzyństwa z jednej strony i niedoświadczenie z drugiej.

Część I: Czym jest dla mnie feminizm?

to nie jest mój feminizm

Zacznijmy może od tego, jak ja w ogóle postrzegam feminizm, całą tę ideę. Feminizm ma wiele odłamów: liberalny i radykalny. Według innego kryterium: marksistowski, psychoanalityczny, socjalistyczny, egzystencjalny, ekologiczny, chrześcijański (w moim rozumieniu mało feministyczny, przypadkiem zapisałam się na zajęcia o nim i strasznie się wkurzałam), anarchistyczny i postmodernistyczny. Ale ja nie o tym chciałam Wam napisać i wszystko to możecie sobie na luzie wygooglać. W moich oczach feminizm to przede wszystkim siostrzeństwo i wsparcie. Także (a może nawet przede wszystkim) w odmiennych decyzjach. Uważam, że młode matki i kobiety oczekujące na dziecko wyjątkowo potrzebują feminizmu! Jako te z nas, które są najbardziej bezbronne, najbardziej potrzebujące wsparcia i pomocy innych kobiet.

Część II: Z jakimi rozumieniami feminizmu się stykam?

Aborcja? Spoko. Rodzicielstwo? Ohyda.

Tymczasem to, jak rozumieją feminizm niektóre kobiety jest absurdalne. Chcesz robić sobie aborcję? A rób i 50, spoko, luz. Mamy prawo mieć wybór! Chcesz karmić publicznie dziecko? Chyba oszalałaś, to obrzydliwe, ja nie chcę na to patrzeć. A w ogóle to dzieci nie trzeba karmić na żądanie. Nasze potrzeby macie szanować, nasze prawa! Potrzeby dzieci, prawa dzieci, coś takiego w ogóle jest?

Robisz karierę? Ale fajnie, jesteś taka super, o matko, zarabiasz pieniądze, ach, och, ach. Decydujesz się poświęcić ten czas rodzinie i domowi? Chyba zwariowałaś, musisz mieć swoje pieniądze! Musisz się realizować! Co?! Chcesz się realizować jako matka? To jakiś oksymoron. Chyba żartujesz, skup się na sobie!

Dobrze, że zdecydowałaś się karmić mieszanką, tak, masz wybór, masz prawo, jeśli to dla Ciebie dobre, to dla maleństwa na pewno też. Ale jak to karmisz 3-latka? To obrzydliwe! Wasza relacja będzie chora! Twoje dziecko będzie od Ciebie uzależnione!

Mój wybór jest mojszy niż twojszy i tym wyborem jest odcięcie od „domowej” kobiecości

Widzicie już, co Wam chcę pokazać? Wiele kobiet, które określają siebie same feministkami uważają, że jest tylko jeden słuszny wybór. Ten, którego dokonały one. Zdecydowane odcięcie się od tego, co kojarzą z uciemiężeniem kobiet – pracy w domu (tak, zajmowanie się dzieckiem to też praca), długim karmieniem piersią, noszeniem dzieci, rodzeniem wielu dzieci, w ogóle rodzeniem dzieci, małżeństwem – ogólnie tą strefą domową, prywatną, rodzinną. Moim zdaniem to zaślepienie. Podobne temu, które działa w subkulturach – chcę być inny niż wszyscy, więc… będę taki sam, jak członkowie mojej subkultury. Na opak, na przekór, bezrefleksyjnie i bez jakiejkolwiek empatii wobec innych. A przede wszystkim bez indywidualnego podejścia. Zawsze musimy pamiętać, że to, co będzie dobre dla jednej/jednego z nas, niekoniecznie będzie dobre dla kogoś innego. Wniosek jest dla mnie taki, że te „feministki” akceptują wybór samorealizacji, ale tylko w granicach ich preferencji. Czy naprawdę tak trudno sobie wyobrazić, że można się realizować na różne sposoby?

Moja duma jest mojsza niż twojsza – i to musi być coś, co nie dotyczy macierzyństwa

Kiedyś, daawno temu, na stronie poświęconej osobom bezdzietnym z wyboru spotkałam się wręcz z absolutną negacją prawa kobiet do czucia się spełnioną i dumną ze względu na ich macierzyńskie osiągnięcia, Napisałam wtedy, że uważam, że to absurdalne. Że ja jestem dumna z tego, że karmię piersią, bo to było dla mnie bardzo trudne, ale też bardzo ważne. Zostałam absolutnie zjechana, włącznie z tym, że nie powinnam się „obnosić” swoją dumą, bo kobietom, którym nie udało się karmić może być przykro.

Może też nie powinnam „obnosić się” swoim dzieckiem, wychodząc z nim do ludzi, bo innym kobietom może być przykro, że je w ogóle mam? Może nie powinnam w ogóle wychodzić z domu, bo może być przykro osobom, które z różnych powodów nie mają takiej możliwości? Wiecie, że to nie ma końca, prawda? Każdy ma prawo być dumny ze swoich osiągnięć i nikt nie powinien ich wartościować. A jak już musi, to niech sobie wartościuje w swojej głowie, bo ja rozumiem, że wszyscy jesteśmy ludźmi i czasem to się dzieje samo. Ale mówić innej kobiecie, że nie ma prawa być z czegoś dumna? Krytykować ją, bo podjęła inną decyzję? Nie widzę tu feminizmu.

Największy absurd tego wszystkiego jest dla mnie w tym, że słowo feminizm, pochodzi od słowa kobiecy, kobieta. A jedyne “akceptowalne” wybory dla niektórych “feministek” są… no cóż, męskie. A to, co kulturowo kobiece jest wyśmiewane, atakowane.

to nie jest mój feminizm

To nie jest mój feminizm

Mój feminizm prezentuje się tak, jak pisałam na początku: mam prawo wyboru. W każdej sferze życia. Będę ponosić konsekwencje tych wyborów, jak każdy (szczególnie dorosły) człowiek.

Bo wiesz, jak dajesz komuś wybór decydowania o sobie, to dobrze by było jednak pójść za ciosem i jednak odwalić się od wszystkich wyborów tej osoby, dopóki one w bezpośredni sposób nie wpływają na twoje życie? Czyli, prościej, nie możesz od nich uciec (np. odwrócić głowę, jeśli karmienie piersią Cię obrzydza lub peszy). Dopóki ktoś nie włazi z butami w Twoją wolność.

Jeśli tego nie robisz, to tak jakby powiedzieć “no ja to lubię ten body positive, ale weźcie już nie promujcie tej otyłości” albo “nie no, ja to nie jestem rasistką/ksenofobką, ale ci czarni/Ukraińcy/Niemcy/Włosi/Tanzańczycy/whatever to złodzieje są” albo “ja to jestem za równouprawieniem par hetero- i homoseksualnych, no ale adopcja to już przesada!”. A ja powiem Wam tak: cytując napis z gdańskiego HoSu: ziemniak, dziewczyna, normalna rodzina. Odwalmy się wszyscy od siebie i od naszych wyborów, błagam.

Część III: Jesteś matką? No to już siedź w domu z tym dzieckiem i się nie wychylaj, na pewno już nie masz nic do zaoferowania światu

Matka ≠ człowiek pozbawiony intelektu/sprawczości/etc

Na koniec bardziej osobisty kawałek, żeby Wam dać znać, dlaczego w ogóle piszę taki tekst. Choć to bardziej jeden z motorów do napisania go, bardzo mnie irytuje to odmawianie kobietom wyboru, ale i robienie sobie w głowie takiego czegoś, że jak kobieta zostaje matką, to już po prostu po człowieku. Teraz to już tylko odpieluszkowe zapalenie mózgu i w ogóle stracona dla ludzkości po wsze czasy.

Zetknęłam się także z bardzo dziwnymi założeniami odnośnie mnie. Dajcie znać, jeśli Wam też ktoś dał coś takiego odczuć. Otóż podobno – jeśli spełniam się jako mama, jeśli lubię się bawić z dzieckiem, to oznacza, że nie jestem absolutnie nikim poza tym. Otóż jestem. Mimo tego, co napisałam Wam, gdy zmieniłam profil bloga. Tak, ostatnio identyfikuję się głównie jako mama, bo najbardziej dotykają mnie problemy związane z tą rolą. Natomiast, proszę, nie zakładajcie sobie, że jeśli ktoś tak ma, to prawdopodobnie nie ma w głowie niczego poza tym dzieckiem. To nie jest fajne. Jeśli skończyło się studia i ma się jednak jakieś cele w życiu poza samym macierzyństwem. Jeśli się nie skończyło studiów zresztą też. Piszę o nich, bo ja je skończyłam i czuję się – i zawsze się czułam – intelektualistką. To moje doświadczenie, nie znam innego. To założenie jest po prostu pozbawione sensu.

Odnosisz się do uczuć, a nie tylko twardych faktów? No głupiaś

Mnie spotykają takie sytuacje, gdy mówię/piszę o swoich uczuciach czy poglądach. Kto by tam uczuciami się zajmował. No, może kogoś tym zaskoczę, ale inteligencja emocjonalna jest także szalenie istotna w życiu. Nie tylko IQ i skończone studia. Wtedy zwykle ktoś zaczyna wyjaśniać mi świat, czy też mówić, co powinnam, a czego nie powinnam. A ja, cóż, zmieniam sposób wypowiadania się i zaczynam odnosić się do mojej wiedzy (w tym moich studiów, o ile to możliwe), zaczynam mówić “racjonalnie”, zaczynam brzmieć “mądrze”. I widzę to zaskoczenie. Widzę je jak na dłoni. Dlatego po raz kolejny bardzo Was proszę, zwracajcie na to sami uwagę i zwracajcie na to uwagę innym ludziom. Fałszywe przekonania na temat ludzi i w ogóle na wszelkie tematy, to ogromny problem i wszyscy powinniśmy się starać je przepracować. Jesteśmy tak na maksa różni, że po prostu szkoda życia na to ocenianie.

to nie jest mój feminizm

Robisz przewrót, bo ktoś narzuca Ci swoje zdanie, więc… zaczynasz robić to samo?

A mówię to przy okazji tego tekstu, bo niestety zbyt często dziewczyny, które określają się jako feministki zaczynają tłumaczyć innym kobietom świat. Czyli robią dokładnie to, czego nie chcą ze strony mężczyzn. Ja się pytam, jak to się ma do feminizmu? Mężczyzna nie może zakładać np. Że kobieta jest niezdolna do podejmowania pewnych decyzji (aborcja) lub do wykonywania pewnych zawodów (bo jest za głupia lub za słaba). Dlaczego nie założyć sobie, że inne kobiety, które żyją inaczej, które mają inne poglądy i inny pomysł na świat, mają to wszystko przemyślane? I dlaczego oceniać je na podstawie ich obecnej sytuacji? Bo wiecie, w życiu wszystko szybko się zmienia.

Jeszcze się taki nie urodził, co by każdemu dogodził

Ja na przykład teraz mam małe dziecko. I część społeczeństwa oczekuje ode mnie, że dziecko oddam pod dzienną opiekę, a sama pójdę do pracy, żeby nie być trutniem (tak, odnoszę się do Arystotelesa/Platona, tak, jednocześnie bawię się z dzieckiem w układanie jajeczek według kolorów, tak, to jest możliwe). A druga część społeczeństwa oczekuje ode mnie, że lepiej się przyłożę do przyrostu naturalnego w Polsce i szybko se zrobię drugie, bo zegar tyka i w ogóle. No przecież to jest chore. Serio, weźcie sobie przemyślcie ten feminizm, bo mi coś tu nie styka.

Na koniec podkreślę jeszcze raz. Ja rozumiem feminizm w taki sposób: Kobieta jest w pełni zdolną do podejmowania własnych decyzji jednostką. Jest w stanie je uprzednio dogłębnie przemyśleć. Ma prawo podjąć taką decyzję, jaką uważa za najlepszą dla niej (i może jej rodziny). Może też nie być w stanie tego wszystkiego zrobić, ponieważ brakuje jej zasobów rozmaitej maści. Może ich brakować również mężczyźnie. End of story.

Dajcie znać, czy coś z tego, o czym tu napisałam Was również dotknęło.

Obserwuj mnie na Facebooku, Instagramie i Bloglovin. 🙂

Co jeszcze może Cię zainteresować:

  1. Jak być dobrą matką? Bądź taką matką, jaką CHCESZ być
  2. Laktoterror? A może jest dokładnie odwrotnie? + ważne linki dot. kp
  3. Czy wszystkie jesteśmy „madkami”, czyli klasyka konfliktu wartości
  4. Jak sprawić, by ktoś poczuł się gorszy w 5 sekund (tego NIE rób!)
  5. Nadgorliwość gorsza od faszyzmu, czyli jak zniechęcić kogoś do idei