Przejdź do treści

Twoje dziecko nie jest PRAWDZIWYM wcześniakiem!

Nie zliczę, ile razy słyszałam, że skoro moje dziecko urodziło się w 36 tygodniu ciąży, to nie jest „prawdziwym” wcześniakiem. „A, to żaden wcześniak”, „no ale są dzieci, które się rodzą w 25 tygodniu ciąży, to są dopiero wcześniaki”, „a w inkubatorze leżał? Nie?! No to mogłaś mieć gorzej!”. Ciekawa sprawa, że absolutnie nigdy nie usłyszałam czegoś takiego z ust matek tych „jedynych prawdziwych” wcześniaków. O czym to może świadczyć, hm…

A no może o tym, że jeżeli ktoś przeżył pewne doświadczenie, to wie, jak może być ciężko z tego powodu. Także o tym, jak może być ciężko, kiedy dodatkowo dowalają ludzie, którzy zupełnie nie znają się na temacie. Może o tym, że nikt taki nie czuje potrzeby licytacji na nieszczęścia i trudności? Mimo tego, że opieka (zdrowotna, ale też emocjonalna) nad skrajnym wcześniakiem jest dramatycznie trudniejsza, to późny wcześniak to też wcześniak!

[Ten tekst będzie bez zdjęć, bo nie wyobrażam sobie wrzucać tu zdjęć Antka z samego początku. Są zbyt osobiste, a na większości jest jego buzia. Wybaczcie.]

Inni mają gorzej!

Jeśli chodzi o wątek „inni mają gorzej”, to powstaje na ten temat cały, obszerny tekst. A to dlatego, że – prawdę mówiąc – rzygam już tym, że mówi mi się, czy mam prawo być zmęczona. Wściekła, sfrustrowana, pokrzywdzona. Źle się z czymś czuć. Whatever. Mam to prawo. Mam i tyle. Nie chodzę i nie jęczę codziennie ludziom, jak mam źle, choćby dlatego, że wiem, że to byłoby okropnie dla wszystkich męczące, a i mi wcale by nie pomogło. Nie chodzi o użalanie się. Chodzi o uznanie pewnych faktów i cudzych uczuć. Btw., ja naprawdę nie uważam wcale, że mam źle. Uważam, że moje życie jest bardzo dobre, uszczęśliwia mnie to, jak mi się wszystko ułożyło. Natomiast bywa, że jest mi ciężko. Bywa też, że kłopoty, które mamy z Antkiem są związanie z jego wcześniactwem. Ot, cała filozofia.

Masz prawo do tego, żeby odczuwać trudności

Dawno mi nie zależało tak na napisaniu jakiegoś tekstu, jak dziś. Rok temu jeszcze nie czułam się na siłach, teraz już jestem gotowa. Nieuznanie tego, że dziecko jest późnym wcześniakiem i że to może (choć nie musi) rodzić pewne dodatkowe problemy (niektóre wykańczające psychicznie, o czym dalej) jest po prostu krzywdzące wobec rodziców tych dzieci. I ja zamierzam powiedzieć to głośno, a nie kulić się w sobie, bo „inni mają gorzej” albo „weź, nie przesadzaj, rodzice donoszonych dzieci też mają z nimi problemy”. Przewracam oczami, jak słyszę te teksty, bo są oczywiste i niczego nie wnoszą. Nie są wsparciem, są deprecjonowaniem moich uczuć.

Późny wcześniak, to też wcześniak. Dlaczego to takie ważne?

późny wcześniak to też wcześniak

Może przejdę teraz do meritum i powiem Wam, dlaczego dziecko urodzone w 36. tygodniu ciąży JEST wcześniakiem, na przykładzie mojego własnego dziecka. Oraz dlaczego to może być naprawdę kłopotliwe dla rodzica (i dziecka).

Ciąża trwa 40 tygodni nie bez przyczyny

Po pierwsze. Donoszona ciąża jest po SKOŃCZONYM 37. tygodniu. Koniec, kropka. Wcześniaków PÓŹNYCH, czyli tych urodzonych między 34 a 36 tc jest 75 proc. Większość wcześniaków to późne wcześniaki. Może to da Wam nieco do myślenia. Dziecko urodzone między 37 a 39 tygodniem ciąży, też jest „noworodkiem wczesnym donoszonym”. Bo ciąża u człowieka trwa 40 tygodni. Nie 38, nie 36 i nie 34. Pozwolę sobie tutaj zacytować Nicole Sochacki-Wójcicką „Nie bez powodu prawidłowy czasy trwania ciąży wynosi 40 tygodni! To w brzuchu mamy są najlepsze warunki do rozwoju dziecka o takiej dojrzałości, a z każdym kolejnym tygodniem jego chorobowość maleje aż dwukrotnie.”

Niska masa urodzeniowa

Dwa i pół kilograma. Spadło do 2,3. Weźcie sobie dwa kilo cukru i zastanówcie się, czy na pewno tyle powinien ważyć noworodek. Mój kot ważył więcej, a to był najmniejszy i najlżejszy kot, jakiego w życiu widziałam 😛 Do tego spadek wagi na poziomie 8 proc. Dla takiego dzidziusia on powinien być na poziomie 3 proc. Dlatego też trzymali nas 5 dni (choć normą dla późnych wcześniaków jest bliżej 7 dni). Nawał zresztą też miałam dopiero w 5 dobie, a w szpitalu muszą mieć pewność, że rodzice poradzą sobie z wykarmieniem noworodka, a już szczególnie tego przedwcześnie urodzonego.

Kłopoty z przybieraniem, odruchem ssania; strach, że go zagłodzimy

W związku z niską masą urodzeniową, dużym spadkiem wagi i tym, że nie miałam nawału, musieliśmy młodego dokarmiać mieszanką właściwie od razu. Mnie serduszko bolało ogromnie. Z jednej strony chciałam móc karmić go piersią, z drugiej, chciałam, żeby jadł i się rozwijał. Nie chcecie wiedzieć, ile ja się napłakałam po wyjściu ze szpitala. Nawał pojawił się w 5 dobie i na szczęście byłam jeszcze w szpitalu. Skonsultowałam się z CDL i ona mi wszystko wyjaśniła, powiedziała, który laktator warto kupić i jak się zorientować, czy młody się najada. A później w domu…

Ja próbuję go dostawiać, on nie może chwycić. On w ryk. Ja w ryk. Olek szybko mieszanka, a ja odciągałam i następnym razem już Antek dostawał moje mleko w butelce. Po weekendzie wizyta w POZ, a pielęgniarka wygłasza zdanie, którego nigdy nie zapomnę „jest źle, ale nie tragicznie”. Jak myślicie, co czuje świeżo upieczona mama, która słyszy takie zdanie? Chciałaby spokojnie tulić i karmić swoje maleństwo, a… zaczyna się bać, że nie jest w stanie zaspokoić jego absolutnie podstawowych potrzeb?

Pierwsze badanie krwi (poza szpitalem) – 7 dni

Tego samego dnia, bach, na kontrolę krwi. 7-dniowe dziecko. Pielęgniarka mówi „jaki kurczaczek” (i to samo mówiła neonatolog przychodząca w szpitalu na obchód). Antek NIE wyglądał jak donoszony noworodek. Był mały i chudy, jak nieopierzony kurczak. Po kilku dniach cyklu cyc-dokarmianie-laktator udaje nam się przejść na dokarmianie wyłącznie moim pokarmem. Konsultacja u neonatolog w szpitalu. Decyzja o podcięciu wędzidełka, instrukcja: „proszę karmić nie rzadziej niż co 2h, 20 minut, jedną piersią”.

Tydzień później karmimy się już tylko piersią, choć mleko ciągle odciągam na wszelki wypadek. Mieszankę najchętniej widziałabym już w koszu, bo była w moich oczach niezbitym dowodem mojej niekompetencji. Neonatolog najpierw burczy, że nie dokarmiamy, nie wierzy mi, że umiem rozpoznać wskaźniki skutecznego karmienia, ale później liczy sobie przyrosty – 45g na dobę (norma to chyba 26-31) –  i kiwa głową z uznaniem. Jesteśmy w domu.

Zwiększone ryzyko hipoglikemii

Czyli, że dzidziuś zaśpi na karmienie i tak mu spadnie cukier, że może wręcz zapaść w śpiączkę. Dlatego też nawet zanim nastąpił przykaz karmienia co 2h, to miałam go przystawiać oraz dokarmiać co 3h. W efekcie przez pierwszy miesiąc życia musiałam go praktycznie za każdym razem wybudzać i czasami spał tak mocno, że musiałam go smyrnąć jakimś zimnym, mokrym wacikiem, żeby się obudził. [Dwa razy nie usłyszeliśmy budzików i spał 6h. Przeraziłam się wtedy nie na żarty.] A jak już się obudził, to wrzeszczał wniebogłosy, przewijaliśmy go ultraszybko (przez co podejrzewam, że mocno zaniedbaliśmy prawidłowe ustawianie jego ciała wówczas). Kiedy go przystawiałam, to z kolei od razu zasypiał znowu, a ja musiałam go smyrać w gołe stópki, drapać po głowie i pod bródką, żeby jadł, a nie spał. Po miesiącu jego sen się pogorszył i spał głównie na mnie. To z kolei prawdopodobnie wynikało z…

Anemii

Nikt nam nie powiedział, że Antek powinien dostawać żelazo profilaktycznie jako późny wcześniak. Nikt. Ani w szpitalu (który pod każdym innym kątem polecam), ani w POZ. Mimo tego, że robiliśmy badania, jak miał 7 dni i jak miał 8 tygodni. Później w Fe-booku przeczytałam, że miał O POŁOWĘ za niski poziom żelaza i ferrytyny, jak na dziecko w tym wieku. O POŁOWĘ. Wtedy dopiero zaczęliśmy suplementować – po badaniach, które zrobiliśmy mu jak miał 7 miesięcy. Ferrytyna na poziomie 0! ZERO. Rozumiecie? Nie miał absolutnie ŻADNYCH zapasów żelaza w organizmie. Byłam zdruzgotana i wściekła. Bałam się.

A wszystko dlatego, że nawet lekarze bagatelizują późne wcześniactwo. To nie powinno być tak, że ludzie na własną rękę się dokształcają na temat zdrowia swoich dzieci. Powinniśmy się czuć bezpiecznie oddając swoje dzieci pod medyczną opiekę specjalistów. Ale nie. Na szczęście ten problem jest już za nami, w tym momencie Antkowi wystarcza w zupełności dieta wegetariańska (plus mój pokarm, nadal).

Przedłużająca się żółtaczka

Nie widziałam tego jako aż taki problem w kontekście innych, wyżej wymienionych. Nie musiał leżeć pod lampą. Niemniej to był kolejny powód ku temu, żeby karmić go jak najczęściej i kolejny powód trudności z karmieniem i wybudzaniem. W ogóle próby wątrobowe bardzo długo wychodziły mu złe. Lekarze mówili, że to się wszystko unormuje, że możliwe, że jest związane z anemią. Rzeczywiście unormowało się, ale to też bardzo mnie stresowało. Ogólnie rzecz biorąc żółtaczka fizjologiczna pojawia się u dzieci urodzonych przedwcześnie później niż u tych donoszonych i trwa dłużej.

Spowolniony rozwój fizyczny, osłabione mięśnie tułowia

Ogólnie wcześniaki (i skrajne, i późne – wszystkie) mają prawo rozwijać się wolniej niż inne dzieci w absolutnie każdym aspekcie. I tak, Antek mieścił się z większością kamieni milowych rozwoju fizycznego (trzymanie główki, pełzanie, pivoty, raczkowanie, chodzenie) w granicach normy, ale zawsze raczej pod koniec tej granicy. Chodzić zaczął mając 17 miesięcy i do tej pory jest dosyć chwiejny z tym chodzeniem i bieganiem.

Ma też stópki płasko-koślawe, więc mamy zalecone ćwiczenia (z czym idzie bardzo ciężko), bandażowanie ich (trzeba się w tym wprawić) i specjalne wkładki w bucikach (drogie). Sprawność rączek też nie jest u niego taka, jak u innych dzieci w jego wieku – pod tym kątem zauważam spore opóźnienie. Nie przepada też za pewnymi doznaniami sensorycznymi. Jeśli chodzi o rozwój fizyczny mam z nim całkiem sporo do roboty każdego dnia. Zachęcam go do manipulowania małymi przedmiotami i różnych zabaw w dopasowywanie (na moim instagramie znajdziecie kilka przykładów), do dłubania w masach plastycznych, farbach, sypkich produktach.

Najgorzej idzie nam ćwiczenie stóp i mięśni brzucha. Do tego stopnia, że zaczął płakać przy ćwiczeniach na piłce gimnastycznej, które mi wydawały się fajne… Schowałam ją na jakiś czas, ale pora znowu ją wyjąć, może tym razem pójdzie nam lepiej. Za to twardo go bandażuję i chodzę z nim na spacery z wkładkami w bucikach. Codziennie. Życzcie nam, żeby udało się naprawić te stopy.

Ale! Rozwój mowy postępuje u Antka przepięknie. Mówi zdania złożone, kawałki wierszyków (zaczynam ja, on mówi kolejne słowo lub linijkę lub nawet na odwrót, on inicjuje) i piosenek. Ma świetną pamięć. Nawet pediatra na ostatnim szczepieniu nie kryła zdumienia. I tak, jestem z tego dumna! Podejrzewam, że Antek odziedziczył po mnie kompetencje językowe, ale są one u niego zdecydowanie wyższe. A piszę to właśnie dlatego, że absolutnie każde dziecko jest kompetentne i każde dziecko ma swoje wyjątkowe talenty. Nawet jeśli w innych aspektach może mieć opóźnienia. I tak, rodzic ma prawo być dumny ze swojego dziecka. Prawo Jante zostawmy Duńczykom. 😉

Ogromna potrzeba bliskości i uwagi

To akurat zakładam. Zakładam, że to wynika również z tego, że urodził się za wcześnie. Jedyne poparcie jakie mam w tej sprawie, to moja matczyna intuicja. W sensie, że to wynika z tego, że zabrakło tych 4 tygodni w moim brzuchu. Jak wiecie, „zdiagnozowałam” go jako High Need Baby, chociaż tego tak naprawdę nie da się zdiagnozować. Traktuję to jako kategorię pomocniczą, a także uspokajacz dla mnie samej, że to po prostu taki temperament. Jak pisałam na instagramie – Mustang z Dzikiej Doliny wśród dzieci. 😉 Nie spotkałam jeszcze dziecka, które byłoby tak intensywne, tak wymagające uwagi, tak domagające się, awanturujące i głośne, jeśli nie dostanie zawsze tego, czego chce. Pewnie dlatego, że jest ich tak mało (ok. 10 proc. wszystkich dzieci). Planuję napisać tekst o hajnidach i o tym, że niektórzy ludzie za szybko to diagnozują, a później okazuje się, że to był po prostu 4 trymestr. To łatwo pomylić. 🙂

Ogółem jeszcze o kłopotach późnych wcześniaków, które Antka nie dotyczyły:

  • Niestabilna ciepłota ciała (choć dokładałam mu dodatkowo skarpetki do śpioszków przez pierwszy miesiąc);
  • Zaburzenia oddychania (choć mieliśmy epizod bezdechu i wizytę na SOR w związku z nim – nie chcę o tym pisać, nigdy w życiu nie bałam się tak, jak wtedy);
  • Wczesne zakażenie (dlatego miał robiony test na CMV – nie przeszłam tej choroby i nie byłam na nią uodporniona w czasie ciąży, w przeciwieństwie do toxo);
  • Kłopoty ze wzrokiem i słuchem (w poradni okulistycznej nie byliśmy, natomiast w audiologicznej i owszem, bo test robiony w szpitalu wyszedł tak sobie; ostatecznie wszystko było ok)

Zamiast zakończenia

Chciałam dodać dwa słowa o tym, że ja naprawdę ogromnie szanuję mamy i tatów skrajnych wcześniaków. Ogromnie. I współczuję bardzo trudnych początków. Tego respiratora. Tego, że nie mogłyście być cały czas z dzieckiem. Strachu. Osamotnienia. A w obecnych warunkach to już w ogóle nie mam słów… Tego, do ilu specjalistów musiałyście/musieliście biegać z tego powodu i być może nadal musicie. Ja w ogóle nie o tym, że mam trudniej. Nie mam. Wy macie. Jesteście super siłaczkami i siłaczami. Uznanie, że późniejsze wcześniaki, to rzeczywiście też są wcześniaki, nie umniejsza Waszym trudom i wysiłkom. I Wy dobrze o tym wiecie. Bo tak naprawdę nie do Was jest ten tekst. Tylko do ludzi, którzy są obok i wydaje im się, że coś wiedzą o doświadczeniu, które ich samych nigdy nie dotknęło.

Życzę nam, wszystkim Mamom i Tatom wcześniaków – wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Wcześniaka. Nasze dzieci to siłacze i my jesteśmy siłaczami i siłaczkami! Przyznajmy to sobie, należy się nam 🙂

Obserwuj mnie na Facebooku, Instagramie i Bloglovin. 🙂

Co jeszcze może Cię zainteresować:

  1. 19 rzeczy, których nauczyło mnie bycie mamą niemowlaka
  2. Jak macierzyństwo uczyniło mnie buddystką
  3. Droga mamo wymagającego dziecka
  4. Czy wszystkie jesteśmy „madkami”, czyli klasyka konfliktu wartości
  5. Jak sprawić, by ktoś poczuł się gorszy w 5 sekund (tego NIE rób!)