Siedzę wściekła, mimo że młode właśnie zasnęło na cycu. Nie musiałam nosić, więc było łatwiej, powinnam się cieszyć. Ale poprzednie 4h spędziłam właściwie nie siadając, mam drugi (a to u mnie najgorszy) dzień okresu, codziennie wstaję koło 6 (przez ostatnie dni jest to 5:30, mimo tego, że mamy zaciemnione okna, optymalną temperaturę i wilgotność w sypialni oraz śpimy razem). Antek jęczy, zęby idą nieprzerwanie i niemiłosiernie długo. Kilka dni temu stłukłam naczynie żaroodporne, zamykając w pośpiechu zmywarkę, zanim dobiegnie do niej dziecko i do tej pory nie zabrałam się za to, żeby je kupić, a na dziś w planie była zapiekanka. A na dodatek, wiecie co mam w głowie? Największy mit macierzyństwa, czyli tekst:

„Wszystko jest kwestią organizacji”

Dla mnie to brzmi jak bla, bla, bla. Do urodzenia Antka byłam niesamowicie zorganizowana. Nawet coś tam o tym pisałam, możecie sobie przeczytać tutaj. W domu zawsze miałam porządek – czy pracowałam, czy nie. Naczynia pozmywane, pranie wstawione, zebrane, poskładane. Czas na bloga: jak najbardziej. Na książkę? oczywiście. Czas na inspirację z innych blogów i jutubów: również się znalazł. I na spędzenie czasu z Mężem, i na wyjście samej, i na wyjście z nim, i na wyjście na zakupy. Naprawdę, mogę to wyliczać i to były dla nas oczywistości.

największy mit macierzyństwa

Wiedziałam, że moje życie się zmieni, ale nie sądziłam, że do tego stopnia. Spodziewałam się raczej, że po pół roku, to ja już będę najnormalniej w świecie wychodzić, a Antek zostanie z tatą i mlekiem w butelce (wtedy jeszcze nie widziałam problemu w butelce, ale wszystko jedno, może być i strzykawka i kubeczek, podstawcie co chcecie). Tymczasem minął rok, a ja wyszłam dalej niż do sklepu i do lekarza sama TRZY RAZY.

Generalnie: można. Ale czy każda mama może wszystko?

I wiecie, co, ja naprawdę Wam wierzę, że na macierzyńskim można napisać doktorat (znajoma Męża tak zrobiła, to nie jest przykład z kosmosu) oraz założyć biznes (masa przykładów w necie). Bo widzę te spokojne dzieci w wózeczkach, które wyciągają łapki do zabawek albo się rozglądają i im to wystarcza. Widzę dzieci z babciami na spacerach. Po prostu, żeby osiągnąć te dwa warunki (lub przynajmniej jeden z nich) muszą być spełnione. Albo musicie mieć ogromne wsparcie bliskich, albo spokojne dzieci.

U nas było tak, że mój Mąż był bardzo dużo w domu na początku. A i tak było nam potwornie ciężko. Oczywiście, że to zależało od naszych założeń co do tego, jakimi chcemy być rodzicami, ile poświęcać mu czasu, jak chcemy karmić nasze dziecko, na ile skłonni jesteśmy zrezygnować z tych założeń (okazało się, że nie jesteśmy wcale) itd. Nie zmienia to faktu, że łatwiejsze dzieci łatwiej się obsługuje, czy wybieracie rodzicielstwo bliskości, czy jakiekolwiek inne.

Są takie rzeczy, których po prostu innym matkom zazdroszczę

Czasem łapię się na tym, że złoszczę się, że są na świecie matki, które mówią, że mają wymagające dziecko, a jednocześnie robią całą masę rzeczy, o których mi się nawet nie śni! Które najzwyczajniej w świecie radzą sobie dużo lepiej ode mnie. Sama zawsze myślałam o sobie, jako o kimś, kto potrafi na maksa się zorganizować i jeszcze pomóc 150 osobom dookoła. Nie do końca to było mądre, bo graniczyło z dawaniem się wykorzystywać, ale czasem trudno wyznaczyć sztywną granicę. I potem nagle, bach, pojawia się dziecko i ja przestaję mieć siłę na cokolwiek poza opieką nad nim. Na początku można to było zwalić na przedłużony połóg po CC. Późnej na IV trymestr dziecka. Ale później?

największy mit macierzyństwa

Z mojej perspektywy wymagające dziecko sprawia, że wieczorem padasz na twarz i leżysz, bo nie masz siły palcem kiwnąć. Tekstami na bloga i ogarnianiem zajmuję się na drzemkach w dzień, bo wieczorem już mój mózg nie funkcjonuje (tak nigdy nie było, ale też wstawanie o 6 to DOPRAWDY nie jest mój styl :P). Aż strach pomyśleć, co będzie, kiedy drzemki się skończą. A łaskawe nie są, bo w sumie snu w dzień ma ok 2h. Niewiele można przez taki czas zrobić.

Pozwólmy sobie nie być siłaczkami

W sensie, kurczę, wiem, że każdy ma swoje odczucia na temat swojego dziecka, szczególnie jeśli ma porównanie do pierwszego, które było dużo łatwiejsze w obsłudze. Nie chodzi mi o to, że odmawiam im prawa do tego, żeby nazywały swoje dzieci wymagającymi. Nie neguję też tego, że są na tym świecie ludzie dużo bardziej energiczni i ogarnięci niż ja. I fajnie, cieszę się, że dają radę i osiągają swoje cele.

Dołuje mnie tylko, jeśli ja nie mam przyzwolenia społecznego, żeby przyznać przed światem, że po prostu nie mam siły. I że nie jest to moja wina. I czasami po prostu nie wszystko się da i chciałabym móc się z tym pogodzić, a nie udowadniać wszystkim dookoła, dlaczego ja akurat nie daję rady. Kurczę, nie wszystko widać w internecie. Pewnie też dlatego czasem czuję to ukłucie zazdrości, mimo że przecież nie wiem, jak to dokładnie wygląda u tych dziewczyn, które… w gruncie rzeczy mnie inspirują do wysiłku.

Macierzyństwo to jest inny poziom organizacji

To nie jest do końca tak, że tylko wciąż miotam się w domowym chaosie (chociaż takie dni nadal się zdarzają). Prawda jest jednak taka, że robię dużo mniej niż przed dzieckiem. Zdecydowanie ograniczyłam sprawy do załatwienia, zwiększyłam swój poziom tolerancji na bałagan i stopień zakurzenia mieszkania, na długi czas bardzo ograniczyłam blogowanie i w ogóle obecność w social mediach.

największy mit macierzyństwa

Niemniej teraz chcę wrócić. Powoli ogarniam to życie z wymagającym maluchem. Nadal priorytetem jest dla mnie on i nie wyobrażam sobie, że miałabym pozwolić na to, żeby jęczolił „zajmij się mną, przytul itd.”, podczas gdy ja zajmowałabym się swoimi sprawami. Organizacja teraz to takie trochę łapanie tego, co tylko się da. Mam w głowie jakiś plan minimum na każdy dzień, poza tym jeszcze jakieś zapiski „a nuż się uda”. Zakładam, że kupię sobie porządny notes/planer* i zacznę w końcu planować w bardziej zorganizowany sposób, bo przestaję zadowalać się ochłapami, które czasem udaje mi się wydobyć z mojej pamięci.

Sposób organizacji trzeba sobie skroić pod swoje potrzeby

Nie wyobrażam sobie, żebym stawiała np. bloga lub porządek w domu wyżej niż potrzeby Antka (lub bardziej podstawowe swoje potrzeby). Zdecydowałam, że będę z nim w domu, a to dla mnie znaczy, że będę zawsze dla niego. Wiem, że w końcu nauczy się bawić sam (bardzo długie zabawy garnkami w kuchni dają nadzieję) i będę miała więcej czasu dla siebie i swoich potrzeb, i wtedy po prostu sobie odbiję. A tymczasem organizuję sobie sprawy w miarę możliwości tak, by to wszystko pogodzić i jakoś zgrać.

Na tym etapie mojego życia odpowiada mi „chociaż częściowo posprzątane”, ale nie odpowiadałoby mi „raz na jakiś czas dam słoiczek, a sama zjem mrożonkę i spoko”. Zwróćcie uwagę, że to są moje potrzeby, priorytety i założenia. Dlatego właśnie uważam, że to nie jest tak, że wszystko się da. Można za to osiągnąć taki stan, że wiemy już, na co mamy siłę, co uda nam się prawdopodobnie zrobić i dążyć do tego lub – stawiać sobie wyzwania – i zakładać jakiś dodatkowy cel. Bo jeśli uda się go zrobić, to to jest takie kolejne światełko w tunelu. Trzeba tylko się z tym wewnętrznie pogodzić.

Nie daj sobie w kaszę dmuchać

Mam już po dziurki w nosie tego dowalania sobie przez kobiety, jedna drugiej, w tę i nazad. Dlaczego nie karmisz piersią, a dlaczego cyca wywalasz, a dlaczego porzucasz swe dziecko w żłobku, a dlaczego „siedzisz” z dzieckiem w domu, poszłabyś do pracy jak normalny człowiek, nierobie jeden.

Podsumowując: „wszystko jest kwestią organizacji” to moim zdaniem absolutnie głupi tekst, największy mit macierzyństwa jaki istnieje. Każda z nas jest najlepszą mamą, jaką może być. Nie definiuje nas sposób karmienia, czas poświęcany dziecku, ani długość paznokci, czy stopień zadbania (że fryzjer i manikjur w sensie). Zawsze trzeba pamiętać, że na to wszystko składa się cała masa okoliczności. A taką okolicznością jest na przykład wymagające dziecko. I może – nie taka silna jak jej się wydawało – mama.

*a ten planer, to już kupiłam 🙂

Obserwuj mnie na Facebooku, Instagramie i Bloglovin. 🙂

Co jeszcze może Cię zainteresować:

  1. 19 rzeczy, których nauczyło mnie bycie mamą niemowlaka
  2. Droga mamo wymagającego dziecka
  3. Rodzicu, dlaczego chciałbyś mieć łatwo?
  4. Macierzyństwo to nie bajka