W wielu nurtach rodzicielstwa powtarza się jak mantrę „podążaj za dzieckiem”, Wsłuchuj się w jego potrzeby, sprawdzaj, czy jest na różne rzeczy gotowe. Proponuj, stawiaj wyzwania, ale nie zmuszaj. A gdybyśmy tak na moment się zatrzymali i stali się swoim czułym i uważnym rodzicem? Co, gdybyśmy zapytali siebie, gdzie ja właściwie idę i czy naprawdę chcę tam iść?

[Disclaimer: Od razu mówię, nie doszukujcie się w tym tekście odniesień do obecnej sytuacji epidemiologicznej. Ja jestem całym sercem za tym, żeby nosić maseczki i stosować się do wszelkich obostrzeń, ponieważ ufam naukowcom. Nie interesuje mnie, jaki rząd te obostrzenia narzuca, nie interesują mnie teorie o spiskach, owcach i tym podobnych. Tyle.]

Opowiem Wam na swoim przykładzie, o co mi w ogóle chodzi 🙂

Zastanawiałam się, jak podejść do takiego wpisu i myślę, że najlepiej będzie, jak Wam opowiem na przykładzie moim. Moim i moich priorytetów, mojej listy wartości (niekoniecznie od najważniejszego do najmniej ważnego). Od dość długiego czasu odbywamy z Mężem takie rozmowy, o tym, że nie rozumiemy świata. I że czasami sami siebie nie rozumiemy. Jak się patrzy na pęd ku pieniądzowi, to łatwo dać się porwać. I taka rozmowa zwykle zaczyna się tak, że „a może byśmy chcieli X. No nie stać nas. To może byśmy oszczędzili. A może kredyt. Ale w sumie to do czego to nam potrzebne.” No i właśnie. Może gdyby nie było tej refleksji, tej rozmowy, to mielibyśmy masę rzeczy, których nie potrzebujemy i mało czasu na nas. Na życie po prostu.

jak żyć w zgodzie ze sobą

Czy ja na pewno tego właśnie chcę?

Dlatego ja lubię czasem się zatrzymać i pomyśleć o tym, co dla mnie ważne. Cała idea tego tekstu ma polegać na tym, żeby skłonić Was do zastanowienia. Pewnie Was trochę wkurzyć. 😉 Zawsze jak ktoś nas wyrywa ze strefy komfortu i podważa to, co do tej pory uważaliśmy za pewniki, to nas to wkurza. Nie chodzi o to, żeby Wam mówić, jak macie żyć. Właśnie chciałabym, żebyście sami się zastanowili, czego Wam w życiu trzeba. Co jest dla Was ważne. Już nie raz pisałam teksty w tym duchu, kiedy jeszcze funkcjonowała stara wersja bloga, ale dość ogólnikowo. Teraz wpuszczę Was trochę bardziej do mojej głowy. Mam poczucie, że coś takiego może być wsparciem dla innych osób, które myślą inaczej i nie chcą dostosowywać się, „bo tak wszyscy robią”, więc to oczywiste. Gotowi? 🙂

Kariera

Kiedyś inaczej wyobrażałam sobie swoje życie. Myślałam, że skończę studia (i owszem, skończyłam, całkiem niezłe), a później pójdę od razu do pracy, do jakiegoś korpo. A potem się okazało, że tego nie chcę, tamtego nie udźwignę. Jeszcze gdzie indziej mnie nie chcą, a co innego stoi w opozycji do moich wartości. No i wymyśliłam bloga. Zanim dobrze go rozkręciłam, to zaszłam w ciążę, przestałam mieć siłę na cokolwiek, a potem urodziłam Antka. To zmieniło wszystko. Siły wstąpiły we mnie nadludzkie (późny wcześniak, problemy z kp, hnb, anemia). Przewartościowałam wszystko, bloga nawet przeformułowałam. Powoli staram się tu do Was wrócić. Wykorzystuję do cna czas, który mam kiedy Antek śpi, ale i tak najważniejszy jest dla mnie nadal on.

Mieszkanie

Bardzo możliwe, że to jest kwestia bańki informacyjnej, ale mam poczucie, że wszyscy dookoła albo już mają kredyt na mieszkanie, albo na niego za… ciężko pracują. 😉 Ja prawie całe życie żyłam w wynajmowanych mieszkaniach i w ogóle mi to nie przeszkadza. Co prawda, samo przeprowadzanie się jest męczące, ale organizowanie sobie miejsca i tworzenie go w pewnym sensie od nowa, po swojemu już jest dla mnie ekscytujące. Tak, wiem, że gdybym miała swoje, to mogłabym naprawdę wszystko zrobić po swojemu, ale to dla mnie nie jest argument.

Zresztą, serio, w ogóle nie czuję takiej potrzeby. Mam dom, do którego zawsze mogę wrócić i myślę, że istnieje prawdopodobieństwo, że kiedyś wrócę. No zupełnie nie dla mnie ten pęd ku kupieniu mieszkania w Warszawie 9 tysięcy za metr kwadratowy. To nie na moje nerwy. Ale co ja zostawię swojemu dziecku, zapytacie? Z nieruchomości? No może ten dom właśnie. 😉 Ale to jest ogólnie temat na inną dyskusję i jeszcze do tego wrócę.

Podróże

Przy tym punkcie nie pozostaje mi nic innego niż powiedzieć: it’s complicated. Na pewno mogę Wam powiedzieć, że lubię podróżować po swojemu. A po swojemu to znaczy tak, jak na danym etapie mojego życia mi pasuje. Kiedyś tanie pokoje w akademiku, wczoraj kilkudniowe wyjazdy do europejskich miast organizowane zupełnie na własną rękę, a dzisiaj pobyt u bliskich lub biuro podróży i jakaś fajna wyspa (za rok, za rok…). I zawsze, zawsze, zawsze, będę wolała wydać pieniądze na podróże niż na rzeczy. Bo wspomnienia, wiedza i doświadczenia to jest to, czego nikt nigdy nam nie odbierze.

Związek

To jest coś, na czym, z mojej perspektywy, warto oprzeć całe życie. Nie mówię, że oprzeć się na tej drugiej osobie i przejechać na tym wykorzystując ją do cna, bo to nie związek i nie potrwa długo. Natomiast jeśli i dajecie, i bierzecie – to jest związek. Teraz, z perspektywy mamy, mogę powiedzieć Wam, że nie wyobrażam sobie nie pobyć przez kilka lat we dwoje i mieć dziecko. My potrzebowaliśmy zbudowania tych solidnych fundamentów pod naszą rodziną. A parę ładnych lat je budowaliśmy. 😉

jak żyć w zgodzie ze sobą
Tak, to my 🙂 Dokładnie 4 lata temu 🙂

Teraz bywa w naszym życiu bardzo różnie. Są dni, gdy jedno pada na ryja po całym dniu z naszym wariatem, a drugie miało dużo stresu w pracy i do tego musiało załatwiać sprawy. Jesteśmy na siebie wściekli, bo już nie mamy w sobie mocy, żeby zrozumieć to drugie. Tyle że nawet gdy jest nam ciężko, to i tak wiemy, że robimy co możemy, żeby być w tej relacji oboje, najlepiej jak potrafimy. Po prostu to wiemy. Dzięki pracy, którą włożyliśmy w ten związek. Kiedyś o związkach pisałam, ale chyba wypadałoby napisać jeszcze o tym, jak to jest po dziecku, jakoś szerzej, jak u nas wygląda to dbanie. 🙂

Zdrowie

Dbanie o zdrowie jest moim zdaniem jak dbanie o związek ze samym sobą. Bez tego nic nie ma. To jest absolutny fundament nad fundamentami. Oczywiście, że w wielu przypadkach, ten tylko się dowie, kto cię stracił… Ale! Nie musi tak być. Ja nigdy jakichś poważniejszych chorób nie miałam, ale byłam w ciąży. Było mi wtedy bardzo ciężko. Nie miałam siły nigdzie daleko (nie mówiąc o szybko) chodzić, stać w kolejkach, w komunikacji. W niektórych sytuacjach przeszkadzał mi brzuch i wielu rzeczy nie robiłam. I nawet to sprawiło, że nabrałam zrozumienia. I dla kobiet w ciąży i dla ludzi z problemami zdrowotnymi. Z wszelkimi ograniczeniami zdrowotnymi (skończmy z tym tekstem „ciąża to nie choroba”).

Jak już doszłam do siebie całkowicie po cc, to śmigałam nieźle i schudłam chyba ponad 10 kg bardzo szybko. Wózek, chusta czy wrzeszczące dziecko na podłodze supermarketu to są zupełnie inne ograniczenia. Nadal obstaję przy tym, że wolę te 12 kilo nosić na rękach, niż w swoim organizmie (bo w ciąży przytyłam 13). To tylko umocniło mnie w przekonaniu, że trzeba o siebie dbać – choćby po to, żeby nie być dla nikogo (w tym siebie) ciężarem. I zdrowie jest dla mnie cenniejsze od wszystkich pieniędzy, mieszkań, karier i luksusów. A nawet podróży i wiedzy. 😉 Choć oczywiście, nie wszystko od nas zależy. Jest wiele losowych sytuacji, na które nie mamy wpływu. Mimo to mamy wiele pola do popisu, jeśli chodzi o dbałość o zdrowie – choćby regularne wizyty kontrolne czy zdrowa dieta i ruch.

Rodzina

Zawsze była dla mnie ważna. I nie tylko w kontekście tej podstawowej (wcześniej: ja i mama, teraz ja, Małż i Antek), ale też rozszerzonej (dziadkowie, pradziadkowie, ciotki, wujkowie, kuzyni). Trochę się na tym przejechałam i zrozumiałam, dlaczego zwykło się mawiać, że z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu, ale – nie żałuję. Naprawdę uważam, że nic w tym złego, że byliśmy naiwni czy dawaliśmy innym ludziom zbyt wiele szans. Uważam, że to świadczy raczej o tych, którzy tę naiwność wykorzystywali.

Bo najważniejsze – jak mówi Małż – to móc wieczorem sobie spojrzeć w twarz. Wiedzieć, że ja zrobiłam wszystko, co mogłam. Że wierzyłam w czyste intencje innych. Takie myślenie też nie zaśmieca głowy różnymi podejrzeniami. I chcę tego samego nauczyć moje dziecko. Że rodzina chce dla niego jak najlepiej – i nie tylko mama i tata, ale też i dziadkowie, i wujek, i przyszywane ciocie też. Chcę moje dziecko wychować tak, by w dorosłości, chciało do nas wracać, a nie czuło się do tego zmuszone. Mam nadzieję, że kiedyś przeczyta te słowa i powie „mamo, udało Ci się”. Chciałabym tego bardzo.

Wychowywanie i edukacja dzieci

Zaznaczam ten aspekt oddzielnie, mimo że na liście priorytetów wymieniam po prostu „rodzinę”. Rodzina to zbyt szerokie pojęcie i raczej kojarzy mi się z dbałością o całą tę naszą wspólnotę – wraz z rodziną rozszerzoną – powtórzę to. Oczywiście, temat wychowywania dzieci zdecydowanie idzie w parze z troską o dobrostan nas wszystkich, bo nie wierzę, że można mieć zadbane dzieci i o siebie nie dbać w tym czasie w ogóle. Rzecz w tym, że po prostu nie podchodzę do tematu „a, jakoś to będzie, popłynę sobie z prądem, posłucham jakichś tam rad”. Nie mówię, że to jest zła strategia, wiele matek ma świetnie rozwiniętą intuicję rodzicielską i potrafi wybrać dla swojego dziecka to co najlepsze, nie zastanawiając się nad tym zbyt długo. Podziwiam to.

Ja potrzebuję porządnego researchu, znalezienia odpowiadających mojej filozofii rodzicielskiej stron, blogów i poradników. Żałuję trochę, że w czasie ciąży byłam tak pochłonięta samą ciążą, że nie poczytałam sobie właśnie najpierw czegoś o dzieciach. No dobra, Hafiję czytałam, trochę Mataję, trochę coś o rodzicielstwie bliskości. Ale za mało z tego wyciągnęłam, za mało zapamiętałam i byłam na początku życia Antka mocno pogubiona. Cieszę się, że to przetrwałam i zaczęłam bardziej się skupiać na tym, co czytam, analizować i powoli doszłam do jakiegoś swojego własnego kierunku. Bo ja raczej czerpię i dostosowuję wszystko do swojej wizji, a nie biorę wszystko jak leci, bo ma jakąś etykietkę. 😉

Dbanie o czystość

Myślę sobie, że to jest bardzo powszechny dylemat matek, ale nie tylko. Po prostu matek szczególnie. Posprzątać/ogarnąć coś czy poświęcić dziecku sto procent swojej uwagi. Ja zwykle wybieram przez pewien czas zająć się młodym tak na maksa, a potem próbować ogarniać. Z nami rzecz jest taka, że nawet trudno byłoby inaczej. Czasem mam wrażenie, że to jest po prostu bardzo sprytny chłopczyk, który wie, że ta uwaga korzystnie wpłynie na jego rozwój (bo przecież mu czytam, wymyślam zabawy, opowiadam) i emocje (duuużo przytulania, całowania i ogólnie bliskości). 😉

Nie mówię, że samodzielna zabawa dziecka nie wpływa dobrze na jego rozwój, ale na pewno nie wpływa dobrze zmuszanie do niej dziecka. Ja zwykle, jak muszę coś zrobić, a młody potrzebuje koniecznie mojej uwagi tu i teraz, natychmiast, to staram się go po prostu jakoś włączyć w tę czynność. I tak robimy razem pranie, gotujemy, pieczemy, ścieramy kurze, zamiatamy podłogę, podlewamy pomidory. Czasem się nie daje, ale co mi się uda zrobić to moje. Na pewno przestałam traktować czystość i porządek w domu tak, jak traktowałam to kiedyś. 😉

Dbanie o planetę

W tym aspekcie robię teraz, co mogę. Uznałam, że z wielopielo po prostu przy nim nie dam rady. Teraz myślę, że może bym dała, gdybym się uparła. Niemniej ja nade wszystko szanuję swój odpoczynek i wiem dobrze, że jak przesadzam z robieniem różnych rzeczy (a z siebie nadczłowieka), to potem muszę zastopować i wyluzować. Po prostu wypełnić plan minimum. Natomiast nadal używam kubeczka menstruacyjnego, nadal sprzątam sodą i octem, segreguję porządnie śmieci i staram się nie kupować zbyt wiele (jedzenia i w ogóle wszystkiego). Oboje – przynajmniej na ten moment – też jesteśmy wegetarianami (a mój maż jest fleksi, co też jest spoko). Kupuję też rzeczy z drugiej ręki – ostatnio sobie nawet buty. Jeszcze gdybym tylko w końcu uszyła te woreczki z firanki. Niby to nie jest dużo roboty, ale zabrać się do tej maszyny… Trzymajcie kciuki. 🙂

Mózg ludzki z natury sobie upraszcza

Stąd różnego rodzaju etykietowanie ludzi czy ślepa wiara w „autorytety”. Żeby nie musieć za dużo myśleć, trzeba przecież oszczędzać energię. Wszyscy to robimy. Ja, Ty. Wszyscy. Ja jednak wybieram, żeby od czasu do czasu zatrzymać się i pomyśleć. Żeby nie utknąć w tej spirali, w której zaczynam przemawiać ustami tłumu czy jakiejś konkretnej grupy. Zapytać siebie, co JA naprawdę w danej sprawie uważam. Dlatego też nie przyjmuję całości jakiejś filozofii myślowej czy wychowawczej, tylko wybieram sobie to, co mi pasuje. Czasem moje postawy są skrajnie inne niż większości a czasem zupełnie takie same. Nie chodzi mi tu o to, żeby Was namawiać do niepodążania za tłumem za wszelką cenę. A podążajcie, jeśli Wam to pasuje. Tylko najpierw dobrze sprawdźcie, czy na pewno tak jest.

Na koniec podkreślę jeszcze raz – ten tekst miał służyć temu, żeby te z Was, które czuły, że nie żyją do końca w zgodzie ze sobą, że spełniają cudze oczekiwania albo po prostu płyną z prądem i nie chcą tego, zobaczyły, że można żyć na swój własny sposób. Że można mieć nietypowe podejście do życia i że właśnie z tym podejściem może być najlepiej. Właśnie dlatego, że to jest nasze własne podejście. To naprawdę wyzwalające.

Obserwuj mnie na Facebooku, Instagramie i Bloglovin. 🙂

Co jeszcze może Cię zainteresować:

  1. Jak się robi związek? Fundamenty udanego związku cz. I
  2. Wakacje z hajnidem. Czy to w ogóle możliwe?
  3. 19 rzeczy, których nauczyło mnie bycie mamą niemowlaka
  4. Porzuć życie na pokaz | 52 Tygodnie Pozytywności
  5. Zaufaj sobie i rób swoje | 52 Tygodnie Pozytywności