Suprise, suprise – nie da się. Sen to jest umiejętność, owszem. Dziecko musi się nauczyć przechodzenia z jednej fazy snu w drugą albo łączenia cykli snu. Ale to jak z tym ciemiączkiem w cytacie Korczaka, który już na moim blogu się pojawił: „Kiedy dziecko powinno już chodzić i mówić? Wtedy, kiedy chodzi i mówi. Kiedy powinny się wyrzynać ząbki? Akurat wtedy, kiedy się wyrzynają. I ciemiączko wtedy powinno zarosnąć, kiedy właśnie zarasta. I niemowlę tyle godzin spać powinno, ile mu potrzeba, aby było wyspane”.

Jeśli chcecie „nauczyć” swoje dzieci przesypiać całą noc, to zawiodę Was. Tutaj nie znajdziecie takiej wiedzy. Jednak, jeśli dacie mi szansę i zostaniecie, to wyjaśnię Wam, dlaczego to nie jest dobry pomysł.

Te „zwariowane” wyznawczynie rodzicielstwa bliskości

Zaskoczę Was. O ile noszenie, tulenie, dążenie do długiego kp, poświęcanie się itd. miałam w założeniach i nie wyobrażałam sobie inaczej, to ze wspólnym spaniem tak nie było. I nadal tak nie jest. Wcale nie uważam, że należy spać z dzieckiem, ani nie uważam, że należy je usypiać na rękach lub przy piersi. Jeśli dziecko śpi chętnie samo w łóżeczku albo nawet chętnie w nim usypia, to cóż w tym złego? Jeśli jednak tak nie jest, to zmuszanie go do wyżej wymienionych jest co najmniej niewłaściwe. Jak również nazywanie tego nauką czy higieną snu.

jak nauczyć dziecko spać

Nasza historia

W naszym przypadku było tak, że Antek przez pierwsze pół roku swojego życia spał w nocy w swoim łóżeczku. Co nie zmienia faktu, że nie zawsze odkładanie było proste. Po jakichś 4-5 miesiącach zaczęliśmy go brać do łóżka nad ranem (żeby chociaż dospać do jakiejś ludzkiej godziny), aż w końcu ok. pół roku zaczął się budzić tak często, że wstawanie do niego stało się katorgą. Nie wpadliśmy jednak na to, żeby nasze dziecko wytresować, żeby „w końcu dało nam święty spokój” (no, wiadomo, że po to ma się dzieci, żeby mieć święty spokój).

Wzięliśmy go do siebie. Od tej pory wszyscy lepiej śpimy. Ja mogę sobie zasnąć bezpiecznie podczas karmienia, nie obawiając się, że Antek mi się gdzieś zsunie i spadnie, Małż nie musi nosić i zasypia po przekręceniu się na drugi bok, Młody budzi się mniej (ok. 2x w zwykłych warunkach), a pierwsze 4-5h od wieczornego uśnięcia przesypia zwykle bez żadnej pobudki w swoim łóżeczku. Zapewniam Was więc, że wcale nie było w tym żadnej ideologii (to jest obecnie zdecydowanie nadużywane słowo), bo – jak widać – kierowały nami względy praktyczne. Tak jest po prostu wszystkim wygodniej, potrzeby wszystkich członków rodziny zostały wzięte pod uwagę, więc wszyscy zadowoleni. To nie znaczy przecież, że uważam się za jakąś lepszą matkę, bo śpię z dzieckiem. Takie podejście jest absurdalne.

Tresura czy nauka?

To tak jak z odpieluchowaniem. Naszym matkom i babkom spieszyło się do tego, żebyśmy szybko nauczyli się nocnika, bo z tetrami można było z całą pewnością dostać cholery, a pralka (zwłaszcza w przypadku babek) to był luksus. I tak, roczne dziecko dało się i z pewnością da się odpieluchować. Tyle że teraz wiemy już, że nie jest to dla niego korzystne. Że dziecko osiąga gotowość do tego około 2-2,5 r. ż. Podobnie jest z żywieniem dzieci, kontaktem skóra do skóry po porodzie, rooming-in na porodówkach i wieloma innymi sprawami.

Dlaczego udajecie wciąż, że te badania nie istnieją, bo Wasze babki i matki robiły tak „i żyjecie”?! Kiedyś ludzie myśleli, że Ziemia jest płaska albo że świat kończy się na Europie. W sumie ciągle są ludzie, którzy tak myślą. Dlaczego mnie to nie dziwi? Nie rozumiem zasad fizyki, więc udam, że nie istnieją. Tadam, problem z głowy! A potem jeszcze wmówię innym ludziom, że mam rację, a razem dowalimy tym, którzy jednak w miarę pojmują grawitację, że chcą wszystkim narzucić swoje POGLĄDY.

Wasze dzieci nie przesypiają całej nocy w swoim łóżeczku, więc jesteście niekompetentne!

Aha, jeszcze powiedzmy tym matkom, które „nie nauczyły” swoich dzieci spania w łóżeczkach/samodzielnego zasypiania/spania całą noc/tolerowania wózka, że są niekompetentne i to ich „wina”. To dopełni obrazu naszego wzajemnego wsparcia.

jak nauczyć dziecko spać

Po prostu przyznajcie, że wyprowadzacie te dzieci ze swoich łóżek i „uczycie” je przesypiać całe noce dla swojej wygody. Dlaczego to jest taki problem to przyznać i trzeba mówić, że to jest dla dobra dziecka oraz że wszystkie matki powinny tak robić. Dla mnie jeśli na jakimkolwiek etapie tej „nauki” dziecko jest zestresowane, płacze i odmawia współpracy, to jest już brak szacunku dla jego potrzeb i nikt mi nie będzie wmawiał, że to jest właściwe. Skoro ja jestem w stanie przyznać, że właśnie dla wygody to dziecko ze mną śpi, to trudno jest przyznać coś odwrotnego, jeśli to żadnej krzywdy dziecku nie robi? A jeśli robi, to tym bardziej robicie to dla swojej wygody, bo nie obchodzą Was potrzeby dziecka. I tego też nie rozumiem.

Tym bardziej nie chwalcie się tym, że to jest Wasze osiągnięcie. Wiecie, kiedy będziecie mogli mówić o jakichś swoich osiągnięciach? Za parę ładnych lat, kiedy to zobaczycie, jak Wasze dziecko radzi sobie w życiu na różnych jego płaszczyznach. Wychowanie dzieci to ciężka praca, która przynosi plony dopiero po latach. I powiem wprost: żal mi dzieci, których rodzice uważają, że takim plonem będzie bezwzględne posłuszeństwo wobec narzuconych autorytetów.

Higiena snu?

Hm. Lubicie spać w nocy same/sami, czy wolicie się do kogoś przytulić? Jak to? To chcecie się przytulać do małżonka/partnera? Przecież to jest niehigieniczne! Marsz do swojego łóżka w drugim pokoju! Jak Wy w ogóle tego dziecka się dorobiliście, to dopiero jest niehigieniczne, ble, fuj. Zapytajcie pediatry! A, wróć… Zapytajcie internisty! Bo, jak powszechnie wiadomo, pediatra jest ekspertem od snu dziecka, a internista od snu osoby dorosłej. Jak i od diety. Od zdrowia psychicznego pewnie też.

Dlaczego, dlaczego, dlaczego skoro sami lubicie spać ze swoimi partnerami, to wciskacie jakiś kit, że spanie ze swoim dzieckiem jest niehigieniczne?! Dorośli, panujący nad sobą ludzie, potrzebują bliskości. Ale maleńkie dzieci, które dłużej były w brzuchu mamy niż poza nim, już nie? Fascynujące.

Ja akurat lubię spać z moim dzieckiem i trochę żałuję, że nie zrobiliśmy tego wcześniej, ale też bałam się spać z 2,5-kilogramowym noworodkiem-wcześniakiem i na długo mi to zostało. Tak po prostu, jak leży między nami to nasze małe słodkie zrelaksowane ciałko, to jest po prostu miłe i już. Dziwi mnie to, że traktowane jest to jako jakieś zboczenie. W sumie tak jak karmienie piersią jest wynaturzeniem i w ogóle nie patrzmy na to, fuj, natomiast karmienie butelką jest piękne, bo tak. Aha, a cycki to są spoko, ale na reklamach gładzi tynkowej. Ja nie wiem, co się dzieje z tym światem.

Sen dziecka w badaniach naukowych

O tym bardzo dużo pisała Magda Komsta z bloga Wymagające i ja po prostu Was odeślę do jej trzech artykułów, które rozwiewają 3 najgłupsze przekonania na temat snu dzieci:

  1. Cykl snu dziecka, czyli skąd się biorą dwudziestominutowe drzemki, częste pobudki i nieodkładalność
  2. Czasy czuwania – hit czy kit? Opinia psychologa
  3. Niemowlęta, które straciły nadzieję? Trening snu a wyuczona bezradność

A co można zrobić, żeby poprawić sen całej rodziny bez uciekania się do traumatyzowania dziecka?

Możecie dziecku wprowadzić rytuał

Noworodek i niemowlę w tzw. „IV trymestrze”

Ja uważam, że wprowadzenie rytuału noworodkowi nic nie da. W sensie – można, ale nie rozumiem po co. Noworodki muszą się przyzwyczaić do życia poza brzuchem mamy, nauczyć się rozdziału dnia i nocy. Najzwyczajniej w świecie musi się im uregulować produkcja melatoniny. I to jest to, co naprawdę później pomoże, ale o tym za chwilę.

Kilkumiesięczniak

Natomiast u kilkumiesięcznego dziecka jak najbardziej sprawdzi się taki typowy rytuał. Kąpanie, masaż olejkiem, czytanie lub oglądanie książeczek, mleko i zasypianie (w jaki tam sposób Wasze dzieci zasypiają).

Starsze dziecko po rozszerzeniu diety – jak jest teraz u nas

U nas – w przypadku 9-miesięczniaka, roczniaka, prawie dwulatka – „rytuał” zaczyna się chwilę wcześniej. Nie zanudzamy go spowalnianiem na siłę, ale kilka minut przed kolacją gasimy większość świateł (szczególnie górnych), zapalamy lampkę solną, sadzamy młodzieńca do kolacji, a następnie jeszcze umorusanego wsadzamy prosto do wody. To jest jeszcze moment na przedostatnie szaleństwa. Później niesiemy go do sypialni, wycieramy, ubieramy w piżamkę (do tego momentu jeszcze zwykle szaleje ;)) i czytamy książeczki. Później przychodzi pora na pierś, a po karmieniu tata zawija Antka w chustę. Ja wymykam się do innego pokoju, żeby go niepotrzebnie niczym nie rozbudzać. Edit: tekst wrzuciłam później, teraz Antek zasypia po prostu przy piersi, chusta już dawno poszła w odstawkę. Aż żal trochę.

jak nauczyć dziecko spać

Na starszych dzieciach totalnie się nie znam, więc się nie wypowiem. Cokolwiek u Was zadziała. 🙂

Możecie stworzyć warunki sprzyjające lepszemu snowi

Zaciemnijcie okna – są specjalne zasłony i rolety zaciemniające. My w poprzednim mieszkaniu mieliśmy prowizorkę – wkładaliśmy w okna kartony. Taki dowód anegdotyczny na to, że dużo się da zrobić za bezcen i nie ingerując w cudze mieszkanie. 😉 Wywietrzcie przed spaniem i w miarę możliwości zachowajcie temperaturę 18-21 stopni. Dla mnie samej 18 to już nieco za zimno, ale 20 już jest ok. Jeśli powietrze jest zbyt suche (żeby to sprawdzić, warto mieć higrometr, my mamy zwyklaka za 5 dych), włączcie nawilżacz powietrza. Można też spróbować dodać do niego nieco olejku lawendowego dobrej jakości.

Zwróćcie też uwagę czy dziecko nie jest za ciepło lub za zimno ubrane i przykryte. W sezonie grzewczym, gdy temperaturę można mieć w miarę stałą, to proste – zawsze to jest taki sam zestaw ubranek. Natomiast latem trzeba już nieco kombinować. Antek latem przez większość nocy spał w samym body z krótkim rękawem lub rampersie, przykryty pieluszką bambusową (w swoim łóżeczku, w łóżku z nami już niczym, bo 2 dorosłych ludzi to dodatkowe grzejniki).

Drzemki

Jeszcze jedna rzecz a propos uczenia dziecka rozdziału dnia i nocy. O ile w nocy warto być bardzo spokojnym i powolnym oraz najlepiej nic nie mówić lub ewentualnie szeptać, a okna zaciemniać na maksa, to w dzień lepiej tych okien nie zaciemniać wcale. Niech dziecko wie, że jest dzień. Podejrzewam, że lepiej też byłoby zachowywać się normalnie, niekoniecznie cicho, niemniej przekonałam się na własnej skórze, że to zależy od dziecka. My chodzimy podczas drzemek na paluszkach. Być może po prostu oboje dobrze pamiętamy czasy, gdy musieliśmy wszystkie drzemki spędzać z nim. 😉

Podsumowując temat „uczenia” dzieci samodzielności przez zmuszanie ich do niej… Bliskość daje poczucie bezpieczeństwa i dzięki niej dziecko staje się bardziej samodzielne, bo może i chce, a nie musi. Jak każdy człowiek. Bo dziecko to człowiek, a człowiekowi należy się szacunek i po prostu trzeba o tym pamiętać.

Obserwuj mnie na Facebooku, Instagramie i Bloglovin. 🙂

Co jeszcze może Cię zainteresować:

  1. Nie ma matek (ani dzieci) idealnych | Zróżnicowany rozwój dzieci
  2. 19 rzeczy, których nauczyło mnie bycie mamą niemowlaka
  3. Droga mamo wymagającego dziecka
  4. Czy wszystkie jesteśmy „madkami”, czyli klasyka konfliktu wartości
  5. Dlaczego wcale nie musisz wstawać tak wcześnie? | Potęga Kiedy