Mam wrażenie, że matki dzielą się na dwa główne obozy. Pierwszy mówi: „Cooo, jak to nie wracasz do pracy po macierzyńskim? Jaki wychowawczy? Jaka rezygnacja z pracy? Z siebie rezygnujesz, Matko Polko!”. Drugi z kolei „Jak możesz pracować, mając malutkie dziecko? Porzucasz je! Ja jestem taka wspaniała i się poświęcam dla dziecka!’. No i oczywiście masa ludzi gdzieś tam pośrodku. W tym jak najbardziej ja.

Jak być dobrą matką? 😉

W ogóle zacznijmy od tego, że nie można ludziom mówić, jak mają żyć, bo nie siedzimy w ich głowach. Między innymi dlatego głupie jest, gdy rodzice mówią, że wiedzą, co dla ich dzieci jest najlepsze, nie słuchając ich. Nawet jeśli wiemy, że coś najprawdopodobniej pójdzie inaczej niż ten ktoś sobie zaplanował, to jeśli nie chce rady, to nie ma co się z nią pchać. Oczywiście, że sytuacji „a nie mówiłam” jest w życiu cała masa, ale ten tekst warto zachować dla siebie. No i w ogóle, to że ja miałam tak, nie znaczy, że każdy będzie miał tak samo, niezależnie od sytuacji.

jak być dobrą matką

Widzimy tylko ułamek czyjegoś życia

Piszę ten tekst, bo naprawdę zaczęło irytować mnie, że ludzie mówią mi, jak powinnam postępować w kontekście dziecka. Kiedy (i czy w ogóle) mieć drugie. Zostawiać dziecko komuś i chodzić na randki, bo to przecież niezbędne w utrzymaniu związku czy nie zostawiać. Pracować i prowadzać dziecko do placówki czy tego nie robić. Prawda jest taka, że to są wszystko moje i mojego Męża wybory. My naprawdę bardzo, bardzo dużo rozmawiamy. Oboje mamy taką naturę ludzi, którzy myślą dużo, często nawet za dużo (WWO? Chyba czas się przetestować ;)). Plus z tego jest taki, że wszystko mamy dokładnie przemyślane.

Owszem, nasze życie może z pozoru wyglądać, że idziemy na żywioł, ale gdyby ktoś się temu wszystkiemu przyjrzał w szerszej perspektywie, to zobaczyłby, że wcale tak nie jest. Mówię to dlatego, że nie ma co zakładać, że np. kobieta, która została w domu jest do tego przymuszona przez męża, że środowisko ją tak wrobiło czy nie wiem, co tam jeszcze.

Moje wybory wymagają ode mnie wiele, ale są moje

Oczywiście znam tylko tę stronę, bo mnie nikt nie atakuje, że „poświęcam się” za mało. Jestem w domu z młodym cały czas, bo tak zdecydowałam. Chcę mu towarzyszyć w tym pierwszym okresie życia, gdy rozwija się intensywnie. Mogę w ten sposób jakoś wspomagać ten jego rozwój. I mogę nadal karmić go piersią praktycznie na żądanie (chociaż mamy umowę, że tylko w domu). Mam też silne poczucie, że moja obecność, bliskość i uważność są dla niego teraz bardzo korzystne. Tak, jest mi czasem trudno, ale to nie znaczy, że mam porzucić wszystkie swoje ideały i pomysł na nasze życie.

jak być dobrą matką

Czy z dziećmi w domu zostają tylko mamy uprzywilejowane?

Z drugiej strony też bardzo mnie bawi tekst o „uprzywilejowaniu” tych mam, bo kojarzę sporo mam naprawdę „uprzywilejowanych” (rozumiem, że to znaczy relatywnie bogatych?), które wracają do pracy i to w ogóle nie podlega dyskusji, bo rozwój zawodowy jest dla nich czymś oczywistym. Albo mają wysoki kredyt hipoteczny i za mało tego uprzywilejowania byłoby na wychowawczym. Są też matki, które wcale tak dużo tej kasy nie mają, ale tak sobie wszystko poukładały ze swoimi partnerami, że nie muszą do tej pracy wracać, jeśli nie chcą. W tej grupie jestem, zobaczymy na jak długo, aż tak dokładnie nie mam życia zaplanowanego. 😉

Uprzywilejowanie czy umiejętność zarządzania budżetem?

No powiem Wam, że ja nie czuję się specjalnie uprzywilejowana. Mój mąż nie zarabia wcale tak dużo, nie mamy swojego mieszkania, ani zmarłej bogatej ciotki, po której dostaliśmy kupę kasy. 😉 Jesteśmy w sercu warszawskimi blokersami, słoikami najmującymi (chociaż ciągnie nas do podlaskiego domu ciągle i wciąż, jak rozdarte sosny ;)). Chyba że moje uprzywilejowanie polega na tym, że jestem dobra w spinaniu niewysokiego budżetu. Nawet napisałam kiedyś całkiem obszerny tekst o oszczędzaniu i zachęcam Was, żebyście do niego zajrzeli/zajrzały. Prawda jest taka, że powinnam napisać kolejny o tym, jak oszczędzać pieniądze przy dziecku. Napisałabym tam także o tym, czego bym nie kupiła, a co bym kupiła, gdybym zdecydowała się na kolejne.

Moja ulubiona złota rada

Jest ci trudno? No to nie rób tego.

No tak, wiadomo, żyjemy w bajce. 🙂 Ten trend, który bardzo długo dominował wśród ludzi zajmujących się zawodowo rozwojem osobistym, na szczęście już przeminął. Oczywiście, każdy z nas ma jakieś granice i wiadomo, że jeśli coś sprawia, że po prostu nie wyrabiamy psychicznie lub fizycznie, to lepiej by było jednak znaleźć jakąś alternatywę lub z tego zrezygnować. Sama mam w swoim życiu taki epizod, z którego nie jestem dumna, że zrezygnowałam z pomagania komuś (nie byłam jedyną osobą, na którą był zdany ten ktoś, tylko dlatego podjęłam taką decyzję). Jednak pomaganie innym ludziom jest wpisane w moje życie. Jest trudne, wiele razy czułam się niedoceniona, ale pewne zobowiązania mam i ich dotrzymuję. Dla mnie to jest koniec dyskusji w tej sprawie.

Moje zmęczenie to mój wybór

Podobnie jest z dzieckiem. To, jakie decyzje podejmuję, jakiej filozofii rodzicielskiej się trzymam, jak sobie radzę z dzieckiem, co mu daję, a czego nie, jak reaguję na jego awarie 😉 to moja sprawa. Może z boku to wygląda tak, jakbym sobie nie radziła (i czasem tak jest) czy rozpieszczała moje dziecko (mam trochę inne rozumienie tego słowa, ja szanuję potrzeby mojego dziecka, ale o tym innym razem), ale za tym wszystkim stoją moje głęboko przemyślane decyzje. Innym razem będzie wyglądało tak, jakbym była surową, nieprzejednaną matką (zwykle gdy chodzi o zdrowie lub bezpieczeństwo młodego), albo matką, która sama sobie nie radzi ze swoimi emocjami, więc wścieka się na dziecko (tak akurat czasami jest – bez lukru, to bez lukru). Tak, czasem z tymi decyzjami jest mi trudno, ale one są moje i ostatecznie czuję się spełniona i dumna z siebie. Bo moim zdaniem łatwiej nie zawsze znaczy lepiej.

Skąd w ogóle pomysł, żeby komuś tak radzić?

Prawdę mówiąc, ta rada świadczy o braku empatii. Kiedy sobie to uświadomię, to drugim uchem ją wypuszczam i jadę z życiem po swojemu dalej. Jeśli sobie od razu nie uświadomię, to się trochę najpierw powściekam. 😉 No bo słuchajcie, wszystkim w życiu jest z jakiegoś powodu ciężko. Niektórzy mają kogoś chorego pod opieką (rodzica, dziecko, kogokolwiek) i nie porzucą go, bo im ciężko. Inni nie znoszą swojej pracy, ale sytuacja jest ciężka i zostają w niej, bo z czegoś trzeba żyć (albo po prostu czują duży lęk przed zmianą). Jeszcze inni marudzą, że muszą zimą palić w piecu, albo że ogród im zarósł, ale chcieli mieć ten domek, więc rada „to idź do bloku” jest im po nic. Chyba że naprawdę są starzy i sobie nie radzą, bo rzeczywisty brak sił, a pomarudzenie sobie to jest co innego.

Zmęczenie to naturalny element życia wszystkich ludzi

Właśnie. To jest to. Każdy z nas czasem jest zmęczony i potrzebuje sobie trochę pomarudzić. I o ile nie kręci się to wokół „moje życie jest do d., nic mi się nie udaje”, to niekoniecznie musi coś zmieniać. Na swoim przykładzie powiem Wam, że sama uważam o swoim życiu, że jest super. Po prostu. Mimo tego, że jest raczej proste, że nie opływam w luksusy, że prawdopodobnie jeszcze długo nie pójdę z mężem na randkę we dwoje i że mam męczące dziecko. A wiecie dlaczego? Bo to wszystko są efekty moich decyzji, bo jesteśmy z mężem dobrze dobrani i dobrze nam ze sobą, a moje dziecko ma takie kosmiczne zalety, że przyjmę ten koszt, że padam na ryja. 🙂

Wniosek moim zdaniem jest prosty i właściwie taki, jak zawsze mam ochotę zakończyć większość swoich tekstów: żyj i daj żyć innym. Żyj po swojemu, odwal się od siebie, pozwól sobie na zmęczenie i zostaw innych ludzi w spokoju*. Niech sobie popełniają swoje błędy, tak jak Ty popełniasz swoje. Kiedy ktoś Cię wyraźnie poprosi o radę czy pomoc, to ją zaoferuj. Kiedy tylko marudzi – posłuchaj. Oczywiście jako człowiek nieidealny sama zapominam o tej zasadzie, ale lubię ją sobie przypomnieć i jednak starać się według niej żyć. Dzięki niej życie byłoby o wiele łatwiejsze. 🙂

* Wyjątek stanowi przemoc. Gdy widzisz przemoc – reaguj. Wtedy nie jest istotne, co agresor sobie myśli. Istotne jest to, że chronisz kogoś słabszego.

Obserwuj mnie na Facebooku, Instagramie i Bloglovin. 🙂

Co jeszcze może Cię zainteresować:

  1. 19 rzeczy, których nauczyło mnie bycie mamą niemowlaka
  2. Jak macierzyństwo uczyniło mnie buddystką
  3. Droga mamo wymagającego dziecka
  4. Czy wszystkie jesteśmy „madkami”, czyli klasyka konfliktu wartości
  5. Jak sprawić, by ktoś poczuł się gorszy w 5 sekund (tego NIE rób!)