Przejdź do treści

Hity dla 2-latka, czyli co nam się przydało

Dziś, po ponad 3-miesięcznej opieszałości, publikuję nasze mozolnie spisywane hity dla 2-latka. Przejrzałam sobie poprzedni przydatnik i OMG, jak to możliwe, że interesowały go wtedy takie rzeczy?! W sensie, jakim cudem z maluszka nagle zamienił się w chłopczyka, z którym można pogadać, któremu można poczytać coś dłuższego? Który mówi, że mama jest ładna, a tata brzydki (true story) 😉 i przychodzi się do nas tulić. Rozczuliłam się, cóż… Nadal nie tęsknię za bobasem, ja zachwycam się tym, w jakiego cudnego człowieka przeobraża się moje dziecko. Tymczasem uchylam rąbka tajemnicy, cóż się u nas sprawdziło przez kolejne pół roku. Te rzeczy nie są ani drogie, ani skomplikowane, taki miałam wtedy priorytet. Zobaczcie same_i.

Nasze hity dla 2-latka

Hity dla 2-latka: książeczki

hity dla 2-latka

Książeczki zawsze na propsie! 😉 Chociaż niektóre książki nadal stoją w sypialni i przeznaczone są do czytania przed snem, to trochę się nam ten podział rozmył. Czytamy raz na kanapie, raz na łóżku, te książeczki sobie migrują, a my razem z nimi. Czytanego tekstu zrobiło się więcej, choć gąsienicę i ziewanie czytamy nadal – ta druga jest już mocno sfatygowana…

A królik słuchał i Co robią uczucia – tu macie krótki opis:

Kicia Kocia jest przez nas maglowana chyba codziennie. Mamy kilka części, Antek je bardzo lubi, a ja uważam, że przemyca sprytnie różne wartościowe i bliskie dzieciom treści. Tosia i Julek robią siku to nie jest typowa książka o odpieluchowaniu. Nie ma tak żadnego „brawo”, „hura, jest kupa!”. Raczej pokazuje dziecku, o co w tym chodzi i że dzieci robią wszystko w swoim czasie. W tym czasie bardzo polubił też wierszyki Tuwima i Brzechwy, niektóre z nich sobie teraz recytujemy po linijce na zmianę. Serio, serio. 🙂

Upodobał sobie także dwie bajeczki o Maleństwie z Kubusia Puchatka – bajki 5 minut przed snem. Do pokazywania różnic idealne są Różnimisie -> tak, stąd ta ładna mama i brzydki tata. 😉 Pod koniec roku kupiliśmy też Żółwika z oceanu, to też jest jedna z moich ulubionych książeczek dla dzieci. Aaa, i jeszcze Albert Albertson! Ja chyba zrobię kiedyś taki tekst o moich ulubionych książeczkach 0-3. Co Wy na to?

Pomelo(ve) ♥

Moim absolutnym ulubieńcem i ukochańcem jest Pomelo! To jest tak abstrakcyjna i zwariowana książeczka, że czyta mi się ją najprzyjemniej. ♥ Mamy Pomelo śni, ale ostatnio wpadły nam w ręce także Pomelo i kolory, Pomelo i przeciwieństwa, Pomelo i kształty (superhit!) oraz Pomelo się zastanawia.

A na koniec*… książka warzywno-owocowa z Lidla! Ona jest taka… Montessori. Jest masa zdjęć warzyw i owoców, także w przekrojach. Dzięki niej Antek rozpoznaje całą masę roślinnego dobrodziejstwa – w tym takie, których nie jadł. Ostatnio nawet kazał mi czytać opisy i urzekło go, że jeżyna to w niektórych gwarach „dziad”. W sumie mu się nie dziwię. 😉

*Skłamałam! Jeszcze takie dwie książeczki Odgłosy zwierząt na wsi i Odgłosy miasta. Ja za nimi nie przepadałam, ale Antek wręcz przeciwnie. Okazało się, że doskonale pomagają ćwiczyć pamięć. Najpierw Antek kończył cały wierszyk, np. Jak robi kurka? „Ko ko ko”; później kończył każdy wers, a teraz już po linijce – jak z niektórymi bajeczkami Brzechwy czy Tuwima. Koniec końców… polecam!

Hity dla 2-latka: zabawki i zabawy

Sorter

Marudziłam trochę na niego w poprzednim przydatniku, ale jednak wrócił do łask. Trudniejsze elementy już są w użyciu. Kluczyki nadal pomagam mu obsługiwać, ale figurki zwierzątek wkłada już sam. To jednak dobra sprawa taka zabawka, która służy tak długo.

Garaż i pojazdy

hity dla 2-latka

Prezent od babci na święta. Tzn. garaż. Sama znalazłam taki drewniany, używany, więc koszt też nie był duży. Pojazdy marki Siku (#mnieśmieszy) znalazłam ja i przepadłam. Ja i pojazdy. Ale one są naprawdę super wykonane i jestem pewna, że posłużą na długo. Bardzo polecam!

Układanki DIY, kolorowe jajka

Jeszcze tutaj ich nie pokazywałam, ale na instagramie już dawno temu. W ogóle serdecznie Was tam zapraszam, bo tam się jednak dzieje więcej niż na blogu – ze względu na krótszą formę i czas, którego… no cóż, nie mam zbyt wiele. Układanki kupiłam w tym sklepie na allegro, a jajka w tym. Poszukajcie sobie w ogóle różnych drobiazgów w takich sklepach. Na przykład warto mieć „suszarkę” do naczyń, która bardzo dobrze służy za stojak do układanek czy książeczek. Mamy też trzy gotowe układanki, które powoli już chyba tracą swoje zastosowanie.


Układanki pomalowałam zwykłymi farbami akrylowymi – kolory według uznania. Później pociągnęłam je lakierem Altax, który spełnia normy bezpieczeństwa dla zabawek. To wystarczy, żeby zabezpieczyć je przed ewentualnym kontaktem z paszczą małego ząbkującego łobuziaka.

Mapa świata

I w ogóle sklep Dreweks. Można przepaść, tyle tam drewnianych inspiracji. Kupiłam właśnie tam surową, a później potraktowałam tak, jak układanki – farbami akrylowymi i lakierem. Kolory dobrałam takie, jak w mapie Montessori. Nadal jest w użyciu.

Puzzle

W końcu! Pierwsze puzzelki kupiłam mu z Trefla 1+, dwuelementowe. Dużo czasu mu zajęło (tak do 1,5 roku, może ciut ponad), żeby je załapać, ale jak już załapał… Bardzo szybko kupiliśmy mu wersję 2+. Później dokupiłam jeszcze używane, jedno pudełko dostaliśmy i w efekcie mamy teraz już ich 5. Bardzo mnie cieszy to zainteresowanie, bo uważam, że to jedna z najbardziej wartościowych zabaw dla dzieci. I nie tylko, choć ja akurat w puzzle jestem cienki bolek.

Literki magnetyczne

Pisałam już tutaj, że ok 1,5 roku pojawiło się u Antka ogromne zainteresowanie literkami. Kupiliśmy więc takie magnetyczne i super się sprawdziły jako zabawa na początek. Bez spiny, nie wszystkie pamięta, czasem mu się mieszają. Planuję w przyszłości kupić takie wycięte z cienkiej sklejki, tak, żeby rzeczywiście dało się z nich układać jakieś wyrazy lub zdania.

Kaczka na patyku (niby-pchacz)

To była taka trochę moja fanaberia, bo pamiętam, że jako dziecko miałam coś takiego i wszędzie z tym chodziłam. Też prezent zamówiony od babci, na święta rok temu. Czasami jest w użyciu, innym razem ląduje w pudle z zabawkami na dłuższy czas. Totalnie nieobowiązkowa rzecz. I – co ważne – ma sens dopiero, gdy dziecko już pewnie chodzi. Przed tym, jak Antek nauczył się chodzić (16-17 miesięcy), nie stosowaliśmy żadnych pchaczy – za to sam sobie popychał pudła, gdy się przeprowadzaliśmy. 🙂

Kolorowanka XXL transport

Głównie ja to kolorowałam zgodnie z przeznaczeniem, ale Antek przynajmniej siedział wtedy spokojnie i coś tam bazgrał kredką. Nawet kawę mogłam przy tym  na luzie wypić. Głównie pytał mnie „a co to”, „a taki pojazd jak się nazywa”. Fajna sprawa. Mamy też wersję „na wsi”, ale ona już nie cieszy się tak dużym poważaniem.

Blok rysunkowy z dużymi kartkami (A2)

Wtedy przyklejaliśmy na okno. Polecam do tego taśmę malarską, bo zwykłą dość trudno odczyścić (sprawdzone info). Wyczytałam wtedy, że dobrze, jak dziecko sobie stoi przy rysowaniu i rysuje właśnie pionowo. Teraz już trochę olałam sprawę, Antek maluje i rysuje przy stoliczku, ale raczej na stojąco. Czeka na nas też rolka papieru z ikei, którą planuję używać w zamian tego bloku, bo jest tańsza po prostu.

Farby

Plakatowe, akwarelowe, do paluszków… Każde były wypróbowywane. Był taki moment, że malowaliśmy prawie codziennie. Mówię „my”, bo bywa tak, że malować mam ja, a Antek mi mówi co. Początki. 🙂

Hity dla 2-latka: meble

Stolik i krzesełko

Uznałam, że fajnie by było, gdyby miał swoje, chociaż zajmuje to trochę miejsca. Daliśmy czwarte już życie stoliczkowi Lack (za 2 dychy z ikei…), który na początku (2014?) był stoliczkiem do oglądania filmów w studenckim pokoju mojego męża. Później – stoliczkiem kawowym w naszym pierwszym wspólnym mieszkaniu na Żoliborzu (miał wtedy nową okleinę), potem stał na balkonie w charakterze mebla balkonowego, a teraz wygląda tak. Znów ma nową okleinę, ale młody tak go niszczy od używania (szczególnie farb i wody…), że to chyba już będzie jego ostatnie życie. 😉

Krzesełko kupiliśmy na OLX używane z zestawu Flisat. Zmieniliśmy mu tylko okleinę na pasującą do stoliczka i podbiliśmy filcem.

Kitchen helper

To jest wspaniałe urządzenie. Pamiętam, że jako dziecko stawałam po prostu na krześle albo taborecie, ale nie wiem, od którego momentu. A tak, zamiast wisieć na rękach, już stojące stabilnie dziecko może sobie na czymś takim stać i towarzyszyć w gotowaniu czy innych kuchennych czynnościach. A ja czuję, że nie muszę na niego non-stop patrzeć, czy przypadkiem nie spadnie, bo KH jest super stabilny i zabezpieczony. My mamy helper Mecan-Wood, o którym się dowiedziałam, bo to firma znajomych znajomych i bardzo jestem zadowolona z tego wyboru. Jedyne, co sami z nim zrobiliśmy to złożyliśmy i polakierowaliśmy.

Stolik DIY do zabaw sensorycznych a la Flisat

Bardzo a’la, bo nie ma żadnej płyty, którą można byłoby nałożyć na wierzch i używać jako stoliczka do rysowania. Może kiedyś. Zainspirowała mnie do wykonania go jedna z dziewczyn z grupy Montessori, o której wspominałam Wam na końcu poprzedniego wpisu. Szkielet to zwykłe listewki, sklejone i przykręcone. Do tego wciskamy pojemniki (u nas IKEA trofast42x30x10) i już. Tip: najpierw kupcie pojemniki, a potem róbcie szkielet, żeby się nie okazało, że potem nie dacie rady z sensem nic dobrać.

Inne

Kalendarz adwentowy

Miałam go na liście rzeczy do zrobienia w 2020 i to była jedna z niewielu, które rzeczywiście mi się udały. Pandemia mocno zmieniła perspektywę. Możecie zobaczyć tutaj:

Do wykonania potrzebne są rolki po papierze toaletowym (ewentualnie przycięte po ręcznikach papierowych), kolorowa bibuła (krepina), kawałek kartonu w kształcie girlandy (potrzebny jest duży karton) i klej na gorąco lub magic. Do tego naklejki (mogą być własnoręcznie wykonane lub gotowce, których jest masa na rynku), wstążeczki, karteczki z zadanami i maleńkie prezenty. I gotowe. 🙂

Plac zabaw i pierwsze chodzone spacerki

Ja wiem, że może to oczywiste. Niemniej nie każdy lubi. Ja zawsze trochę obawiam się small talków (nie jestem w nie zbyt dobra) albo tego, jak reagować, gdy ktoś popchnie Antka (na szczęście zwykle rodzice reagują, ja ewentualnie mówię stop i staję między dziećmi), bo on akurat tego nigdy jeszcze nie zrobił. Przez całe lato codziennie musieliśmy chodzić, czasem nawet dwa razy dziennie. Zimą mu trochę przeszło, ale teraz już znów wróciliśmy do tematu.

Uważam, że to jest mega wartościowe dla dzieci, szczególnie jeśli nie chodzą do żłobka/przedszkola i jest to dla nich jedyne miejsce, żeby nawiązać jakąkolwiek interakcję z równolatkami. 🙂 Nasza fizjoterapeutka też polecała nam w kontekście rozwoju fizycznego i rehabilitacji stópkowej. Trochę ćwiczenia w domu, trochę chodzenia we wkładkach, trochę zabawy na zjeżdzalni, huśtawkach itd. A miał tak słabe mięśnie brzuszka, że dopiero teraz (2 lata i 2 miesiące) zjeżdża jak człowiek ze zjeżdżalni i nie pada natychmiast na plecy.

A Wam co przydało się najbardziej w tym wieku Waszych dzieci? Napiszcie o Waszych hitach na ten okres, ale i o tym co sprawdza się Wam teraz! Dzielmy się tymi przydatnymi rzeczami. 🙂

Obserwuj mnie na Facebooku, Instagramie i Bloglovin. 🙂

Co jeszcze może Cię zainteresować:

  1. Wyprawka: Must have’y dla rodzica niemowlęcia 0-6 miesięcy
  2. Przydatnik 6-12 miesięcy, czyli co dobrze się u nas sprawdziło
  3. Przydatnik 1-1.5 roku, czyli co dobrze się u nas sprawdziło
  4. Dlaczego brudna kuchnia świadczy o mojej… doskonałej organizacji?
  5. Największy mit macierzyństwa