Pisanie takiego tekstu, gdy Twoje dziecko ma już 8 miesięcy jest strasznie dziwaczne. Zadziwiająco mało pamiętam z tego okresu jego wczesnego niemowlęctwa. A dziwiłam się mamie i teściowej, że nic nie pamiętają… Dobrze, że zapisuję sobie, kiedy młody osiągnął swoje kamienie milowe i kiedy wyszły mu pierwsze ząbki, bo też bym tego nie pamiętała! Dzisiaj nie będę pisać o takich oczywistościach jak ubranka – jednemu sprawdzą się body kopertowe (mój mąż), kto inny będzie wolał te przez głowę (ja), jeden woli spodenki/półśpioszki, inny pajace. 🙂 Chcę tu napisać o tym, bez czego ja sobie nie wyobrażam wczesnego rodzicielstwa.

Co się przydaje na pierwsze pół roku życia dziecka?

Przewijak-komoda

co się przydaje na pierwsze pół roku
(w tle typowy syf rodzica małego dziecka ;))

To jest najlepszy zakup mojego życia, przysięgam! Wiecie, że plecy ogólnie i tak cierpią, bo dziecko zwykle dużo trzeba nosić, bo trzeba karmić (nie wiem jak Wy, ale ja olewałam to obkładanie się poduszkami i podkładałam sobie tylko trochę, więc ostatecznie wisiałam, aż nauczyłam się karmić na leżąco – polecam), nosić wózek albo chustowy tobołek na klacie. A ta komoda działa tak, że nie trzeba się nigdzie schylać, kucać, klękać itd. I drogie mamy, mistrzynie przewijania wszędzie – oczywiście, że ja też umiem przewinąć dziecko w samochodzie i na kanapie, to nie jest jakaś supermoc* 😛 Z tym, że ja wolę oszczędzać plecy. Do tego ta komoda ma szuflady, w których mam wszystkie ciuszki pod ręką. Zakup doskonały.

* No dobra, obecnie nie umiem przewijać mojego dziecka nigdzie, bo natychmiast przewraca się na brzuch i próbuje zraczkować z przewijaka, kanapy, maty… Co to za wiek! Po kąpieli próbujemy mu założyć pampka we dwie osoby i trwa to dobre kilka minut 😛 A wycieranie to już całkiem w powietrzu 😛

Laktator elektryczny

co się przydaje na pierwsze pół roku

Teraz leży na półce i się kurzy, bo nie ma akceptacji odciągniętego mleka, więc, matko, możesz pożegnać się z nadzieją na dłuższe wyjścia przed rokiem (do tego momentu karmimy na żądanie!). Niemniej na samym początku uratował mi karmienie piersią. Rozruszał laktację, pozwalał karmić dziecko moim mlekiem, gdy ono miało problemy ze ssaniem, pomagał przy hiperlaktacji poczuć ulgę i trochę opanować sytuację. Gdybym mogła cofnąć czas od razu kupiłabym sobie elektryczny, bo ręczny zupełnie nie zdał egzaminu. Fajnym pomysłem jest kupno używanego mechanizmu i dokupienie nowych końcówek, które stykają się z pokarmem (warto najpierw sprawdzić, czy dana firma sprzedaje takie zestawy) 🙂

Pielucha bambusowa

co się przydaje na pierwsze pół roku

I to niejedna! Jedna ogromna 120×120, dwie 75×75 i dwie 30×30. Największa doskonale sprawdziła się jako pseudootulacz (nie spowijałam dziecka całkiem, to nie jest zdrowe), a później, latem jako „kocyk”, bo ma właściwości chłodzące. Teoretycznie, według zaleceń, do spania powinno się używać śpiworków, ale dziecku tego nie wytłumaczę (wybudzało się od zapinania, zresztą odkładanie dziecka z chusty do śpiworka byłoby niewykonalne), więc moje prawie od początku śpi okryte lekkim kocykiem. Te średnie doskonale nadają się do wyłożenia wózka lub fotelika samochodowego, żeby dziecko się tak nie pociło, a złożone kładłam latem między swój dekolt a główkę dziecka, gdy spacerowaliśmy w chuście. Najmniejsze idealnie sprawdzają się jako szmatka do memłania przy zasypianiu, bo są poręczne dla małych rączek i mięciusie 🙂

Piłeczka do chwytania

co się przydaje na pierwsze pół roku

Dzięki niej moje dziecko bardzo szybko nauczyło się chwytać i rozluźniło piąstki (chociaż niedawno usłyszałam, że przy tendencji do zaciskania piąstek ta piłeczka nie jest polecana, więc ja już nie wiem, jak to jest). A jak już się nauczyło, to zaczęło tę piłeczkę absolutnie ignorować, szczególnie, gdy okazało się, że nie da się jej wepchnąć sobie do paszczy.

Rogal do karmienia

co się przydaje na pierwsze pół roku

Ale to tylko na samym początku, dla wygody. Może mój rogal był słaby i tani i nieduży. Jak teraz na niego patrzę, to zastanawiam się, jak na czymś takim mogło się zmieścić dziecko. Ale noworodki są malutkie jak lalki, więc chyba jakoś mogło 😀 I właśnie dlatego też było to wygodne – wbrew pozorom malutkie dziecko trudniej jest utrzymać. Chociaż teraz jak sobie o tym myślę, to gdybym miała porządną, zbitą poduchę, to wcale nie kupowałabym rogala.

Pieluchy tetrowe w ilości zatrważającej

I nie do pieluchowania, nie przekonałam się ciągle do pieluch wielorazowych. Do ulewania, do łapania uciekającego mleka, do wycierania pupki, do wykładania ręcznika, żeby szybciej się woda wchłaniała, do wykładania wanienki, do podkładania pod główkę w łóżeczku, bo ulewanie (i pod pupę, bo przesikiwanie albo gorzej). Teraz zostało sporadyczne ulewanie i wycieranie pupki po umyciu, ale pamiętam jeszcze pranie tego stosu raz w tygodniu 🙂

Waciki kosmetyczne duże

(markę zakryłam, ale i tak pewnie wiecie, co to za waciki; mogą być każde inne, jakie są dla Was najwygodniejsze)

Przecięte na pół, zakupywane w hurtowych ilościach na allegro. Chusteczki nawilżane są u nas grane tylko na wyjściach, czyli turborzadko. Takie waciki namoczone po prostu w wodzie są o wiele zdrowsze dla dziecka i o wiele lepsze dla portfela 🙂 A przecięte na pół, bo tak nam wygodniej.

Chusta (!)

I wizyta doradczyni chustonoszenia, żeby poprawnie wiązać dziecko (nie wszystko zauważycie na filmikach, jeśli bierzecie się za chustowanie po raz pierwszy). Gdybym miała kolejne dziecko, to na pewno nosiłabym je w chuście od razu (po cc też można od razu, jeśli czujecie się dobrze, ale lepiej wiązać kangurka niż kieszonkę). Wolne ręce, brak stresu, że się nie chce odkładać. Taki bobasek po prostu potrzebuje bliskości, teraz to wiem. Dzięki temu mniej bym się frustrowała, bo mogłabym sobie robić swoje i nie byłabym taka przygwożdżona do kanapy. Teraz chusta jest niezastąpiona do usypiania, a dziecko odkłada się z niej (a raczej W niej) jak masełko (ku pokrzepieniu serc rodziców nieodkładalnych dzieci) 🙂 No i spacerujemy w chuście, bo wózek stał się passe 😛 Czekam aż będzie stabilniej siedział, może to będzie wózkowy przełom. No i bardzo jestem ciekawa nosidła 🙂

Szumiś i suszarka

U nas szumiś (my akurat mamy whisbeara) nie sprawdził się do usypiania, ale do utrzymywania snu owszem, bo ładnie wytłumia wszelkie hałasy. Sprawdza się nadal, tylko teraz zwykle bobo śpi dłużej niż on działa (błogosławione żelazo!). Do usypiania i uspokajania w pierwszych tygodniach życia małego (a właściwie to nawet do końca 4 miesiąca) tylko suszarka. Nasz rachunek za prąd pokazał, że używaliśmy jej baaaardzo dużo 😉 Noworodki i małe niemowlęta lubią szum, bo przypomina im to, co słyszą w brzuchu mamy. Do tego trochę bujania (albo dużo bujania :P) i da się uśpić, a czasem nawet odłożyć… 😉

2 stare telefony z działającym wi-fi

Plus ewentualnie jeden telefon, z którego można zrobić hotspot, gdy nie ma w zasięgu wi-fi. Czyli – DIY elektroniczna niania. Dwa konta na messengerze, wideorozmowa i gotowe. Jest trochę zachodu z ustawianiem tego (przydaje się trzymadełko do telefonu), ale świetnie sprawdza się w sytuacji, gdy jesteście u kogoś w odwiedzinach i np. dziecko śpi na piętrze, a Wy jesteście na dole. Oczywiście takie coś sprawdza się moim zdaniem tylko jako sporadycznie używane narzędzie – gdybym mieszkała w domu jednorodzinnym, to po prostu kupiłabym nianię. Sprawdziło mi się to jeszcze w tym bajkowym okresie, gdy moje dziecko usypiało przy piersi i można było je zostawić do spania na łóżku. Teraz, takiego rozbrykanego w życiu bym już tak nie zostawiła, nawet i z „nianią” 🙂

Frida i spray z wody morskiej do nosa

co się przydaje na pierwsze pół roku

Jest duże prawdopodobieństwo, że Twoje dziecko złapie jakiś katar (choćby przy ząbkowaniu). Dlatego warto mieć fridę (albo jeśli ktoś woli – katarek – ja sobie nie wyobrażam odciągać dziecku glutów siłą odkurzacza :P). To taka rurka, której jeden koniec wtyka się sobie do ust, drugi dziecku do noska i się zasysa. Brzmi obrzydliwie, ale odkąd mam dziecko absolutnie nic co ludzkie mi obce nie jest 😛 Zresztą tam są zabezpieczenia, żeby gil został tam, gdzie ma zostać, a nie powędrował do Twoich ust 😉 Łatwiej jest odciągnąć katar, gdy najpierw psiknie się wodą morską w sprayu (polecam taką na S, tanio można kupić przez doz :)). Można też psiknąć, odciągnąć i znowu psiknąć, żeby nawilżyć śluzówkę nosa. Albo można całkiem pominąć fridę, żeby za często noska nie wysuszać i dać po prostu wodzie spłynąć, gdy dziecko leży na brzuszku.

Nebulizator

Do kataru jak znalazł, Rozrzedzi i pozwoli dziecku łatwiej oddychać. Ale ostrzegam – inhalowanie niemowlęcia łatwe nie jest. To urządzenie nie jest tanie, ale podejrzewam, że nie raz przyda się wszystkim członkom naszej rodziny – choćby dlatego, że teraz całą masę leków podaje się właśnie przez nebulizację. Może jeśli kupicie je na etapie kompletowania wyprawki, to znajdziecie jakąś fajną promocję, rozejrzycie się i nie będziecie musieli kupować byle czego i byle gdzie na szybko.

Batoniki zbożowe

Uratowały mnie od śmierci głodowej, gdy siedziałam całymi dniami przykuta do kanapy z dzieckiem na piersi lub ze śpiącym dzieckiem, które nie dawało się odłożyć. Ale może jak ogarniecie wcześnie chustę, to nie będzie to Wam potrzebne 🙂

[i to jest niestety druga najbardziej nieekologiczna rzecz w moim macierzyństwie, zaraz po pampersach – tyle papierków…]

Termofor – „ogrzewanie legowiska”

To był jeden z naszych sposobów na odkładanie dzidziusia, gdy był jeszcze noworodkiem, a już zaczęło być kiepsko z odkładaniem. Po prostu grzaliśmy wodę, wlewaliśmy do termoforu i wkładaliśmy w rożek/kocyk, w który owinięty był bobas. Później szybko wyjmowaliśmy termofor, wkładaliśmy bobasa, więc miał ciepło jak w naszych ramionach i spał 😀

Drewniane, zwykłe łóżeczko

Wiem, że to nietypowe, że teraz modne są kosze Mojżesza, dostawki i łóżeczka turystyczne jako normalne łóżeczka. A ja jednak obstaję za tradycyjnym łóżeczkiem. I mówię to jako mama dziecka, które bardzo długo było nieodkładalne. To jest najbezpieczniejsze rozwiązanie (pod warunkiem, że nie nawkładacie tam pluszaków i innych ochraniaczy na barierki). Teraz w nocy śpię z dzieckiem, ale na samym początku bym się bała, więc spało sobie w łóżeczku. A teraz służy do drzemek i do spania wieczorem, zanim przyjdziemy do sypialni. Młody jest przyzwyczajony do tego, że ma swoje miejsce, które służy tylko do spania. Mam nadzieję, że to też ułatwi mu późniejszą naukę samodzielnego zasypiania (a może sam zdecyduje, że nie chce, żebyśmy go dalej nosili, kto go tam wie) 🙂

Łóżeczko turystyczne

Służy nam wyłącznie jako łóżeczko turystyczne, czyli poza domem. I mimo tego, że nie mieliśmy dużo wyjazdów, to cieszę się, że je kupiliśmy, bo zajmuje malutko miejsca w samochodzie w porównaniu do materaca. W naszych rodzinnych domach do spania królują wersalki, więc nie dałoby się tam spać z młodym (nad czym ubolewam, bo nocne odkładanie jest męczące, nie można sobie po prostu od razu odpłynąć w sen) i takie łóżeczko jest jak znalazł 🙂

Olejek migdałowy

Kiedy jeszcze moje dziecko nie uciekało z przewijaka, to po kąpieli smarowałam je olejkiem migdałowym. Miałam poczucie, że to go wycisza. Na obecnym etapie jego życia wycieranie i zakładanie pieluchy po kąpaniu (i ubieranie, o matko) to jest walka i trzeba to wszystko wykonywać w powietrzu.

Witamina D3 z dozownikiem

Jak ja żałuję, że tego nie ogarnęłam wcześniej! Najpierw dostał witaminę D3 z jakimś beznadziejnym olejem w twist offach, Później były twist-offy z korzystniejszym dla brzuszka olejem (MCT), ale używanie tego było potwornie niewygodne. Jak odkryłam, że można kupić taką z dozownikiem, to byłam przeszczęśliwa. Dwie pompki i po krzyku. My mieliśmy juvit, nie wiem, czy na rynku jest jeszcze jakaś inna z pompką. Teraz już młody ładnie łyka wszystko, co mu podaję taką strzykawką lub na łyżeczce (mamy walkę z niedoborem żelaza), więc nie ma to takiego znaczenia, ale był czas, gdy miało i przydałaby mi się taka wiedza. Teraz podaję mu D3 z DHA zakraplaczem i też jest spoko.

Probiotyki w kroplach

My mieliśmy ten problem i czytając grupy stwierdzam, że cała masa dzieci go ma – niedojrzały układ pokarmowy, dolegliwość inaczej zwaną dyshezją. Dotyczy szczególnie wcześniaków oraz dzieci urodzonych przez cc (bo przeszły na świat przez sterylną drogę, zamiast przez taką usłaną bakteriami mamy), ale nie tylko. Przydaje się bardzo karmienie piersią (nie wątpcie w to, nigdy!), bo w ten sposób dzidziuś też dostaje mamowe bakterie, ale warto do tego włączyć jakiś probiotyk. My używaliśmy 3 różnych (ale serio różnych, nie że ten sam szczep bakterii, tylko nazwa inna), 2 z nich były drogie. Lepiej więc przynajmniej jeden droższy zamówić sobie przez aptekę internetową i na wszelki wypadek mieć, szczególnie jeśli macie planowane cc (wtedy też zawalczcie o to, by tata mógł kangurować dzidziusia!; macie do tego prawo).

A jakie były Wasze hity wczesnego macierzyństwa/rodzicielstwa? Piszcie koniecznie, może stworzymy jakąś skarbnicę wiedzy dla przyszłych mam i tatów 😀

Obserwuj mnie na Facebooku, Instagramie i Bloglovin. 🙂

Co jeszcze może Cię zainteresować:

  1. Droga mamo wymagającego dziecka
  2. Rodzicu, dlaczego chciałbyś mieć łatwo?
  3. Macierzyństwo to nie bajka
  4. Ulubieńcy ciążowi
  5. Moja ciąża tydzień po tygodniu
  6. Jestem w ciąży! Cała prawda o pierwszym trymestrze